poniedziałek, 2 czerwca 2014

Zaszyłam się...

....nie, nie z powodu kłopotów z napojami wyskokowymi, ale zaszyłam się w pracowni. Chyba sama nie zdawałam sobie sprawy ile jest przede mną pracy. Teraz mam wrażenie, że przejścia z Zusem i innymi urzędami to był mały pikuś. Owszem, latałam jak wściekły kot z dziurawym pęcherzem, ale przynajmniej jakichś ludzi miałam okazję zobaczyć, a teraz znikam na dłuuuugie godziny pomiędzy stołem do krojenia, żelazkiem a maszyną do szycia po drodze naciągając kolejny materiał na tamborek, żeby moja Janina Wielka miała co haftować a w tzw. międzyczasie obrabiam dostawców, rachunki, pocztę e-mail i przewalam setki stron w poszukiwaniu inspiracji. A żeby mi się jeszcze w weekendy nie nudziło to na własne życzenie rozgryzam Corela, żeby naumieć się tworzyć niepowtarzalne wzory, które to potem przerobię na hafty i umieszczę na kolejnej pięknej pościeli. Chyba nigdy w życiu tyle mi się w życiu nie działo!

   No i przez to moje "biznesowanie" zupełnie zapomniałam o czymś takim jak szycie odzieży wierzchniej. Jak sobie uświadomiłam, że ostatni ciuch, który sobie uszyłam zdążył się już zniszczyć w praniu to aż mnie w środku zabolało. Starzy górale słusznie powiadają, że szewc bez butów chodzi. Naniosłam więc dziś do pracowni kilogramy Burd i metry papieru na wykroje i choćby się waliło i paliło i miałabym najazd dzikich hord z firm kurierskich to i tak coś sobie wykroje i uszyję. Choćbym miała nie jeść! Ale póki co muszę Was pomęczyć moją pościelą (swoją drogą do szybkiego nabycia na moim fan page'u https://www.facebook.com/pracowniauszyte ), bo ciuch ma dopiero postać jakiejś bardzo niewyraźnej wizji a o czymś takim trudno jest coś sensownego napisać. Także...ten.... pochwalę się pościelą.











To były efekty pracy mojej Janiny a teraz kilka przykładów, że jak się Janina zmęczy to też można coś fajnego uszyć.



Jedna tylko sprawa nie daje mi spać a mianowicie właśnie te zdjęcia. Jestem totalnym amatorem jeśli chodzi o wiedzę fotograficzną i aż się czerwienię ze wstydu gdy muszę pokazywać tak nieudane fotki. Mam jednak nadzieje, że na dniach to się zmieni, bo jestem na etapie rozmów z pewnym dziewczęciem, które to dziewczę jako młoda adeptka sztuki przekazu obrazów zgodziła się na wstępną współpracę. Nerwa trochę mam, ale liczę, że wszystko pójdzie po mojej myśli.


No to lecę włączyć żelazko, rozłożyć jakieś hektary bawełny ale przede wszystkim zrobić sobie kawusię, bo to pora już najwyższa!