czwartek, 8 maja 2014

ZUS-ie nadchodzę!

To, że mnie tu tyyyyle nie było to wszystko wina Unii Europejskiej, Urzędu Pracy, ZUS-u, Urzędu Skarbowego oraz innych pomniejszych organizacji samorządu gminnego. No bo przecież nie moja wina, że mnie olśniło i założyłam własną firmę a już tak uszczegóławiając to powiem nawet, że pracownię krawiecką. Nie moja wina, że jako młoda bezrobotna skorzystałam z unijnego dofinansowania przez miejscowy urząd pracy, nie moja wina, że jako prawowity obywatel kraju naszego kochanego chcę płacić podatki (no, może nie z jakimś przesadnym entuzjazmem), mieć REGON, NIP, wpis do CEIDG (do zeszłego miesiące nie miałam nawet pojęcia, że takie cuś istnieje) i takie tam jeszcze fajne wpisy i numery. No jednym słowem to wszystko ich wina, że mnie tu tyle nie było :)
    Ale żebyście sobie nie pomyślały, że narzekam albo coś. O nie, nie - wręcz przeciwnie - po prostu pękam z dumy, puszę się jak paw i zadzieram nosa (choć w życiu nie czułam się tak przeżuta i wypluta przez system). Mogę Wam z dumą i z wielką radością przedstawić moje dziecko

 "USZYTE" 
Pracownia Krawiecka Wioletty Raczek
 
Mam nawet oficjalny "szyld", który wisi na moich drzwiach a wygląda tak

Wielkim plusem posiadania własnej firmy a nie posiadania szefa jest wolność. Wolność polega na tym, że lecisz do roboty z wywieszonym jęzorem i obłędem w oczach, nie dlatego, że Twój przełożony Ci kazał, ale dlatego, że masz tyle spraw do załatwienia, że jak nie polecisz z tym jęzorem to w zasadzie nie będzie do czego lecieć na następny dzień. Prowadzenie własnego biznesu polega głównie (mam nadzieję, że tylko w najbliższych dniach) na:
- domyślaniu się co poeta miał na myśli pisząc ustawę o podatkach
- domyślaniu się co ZUS w ogóle ma na myśli
- grzebaniu w necie w poszukiwaniu dostawców z prawdziwego zdarzenia a nie od "zdarzenia do zdarzenia"
- ustalaniu jak ma brzmieć umowa najmu lokalu.
- głaskaniu (prawie, że dosłownym) Pana Hydraulika, Pana Elektryka, Pana Innego -yka

Ale jak się już przez to przebrnie to satysfakcja jest taka jak stąd do kosmosu. I ja już w zasadzie tę satysfakcję posiadam (no może jutro będzie jej pełnia, bo właśnie jutro Pan Elektryk ma dokonać ostatecznego cudu w postaci podłączenia podlicznika - cokolwiek to oznacza).
 No i są jeszcze naprawdę fajne rzeczy - ZAKUPY. To wybieranie maszyn, materiałów, dodatków, dodateczków, tasiemek, lamówek, niteczek i co tam się w duszy zamarzy. A to wszystko ze świadomością, że płaci Urząd Pracy - no rewelacja i polecam:).
  Z tego zachwytu zapomniałam powiedzieć co będę tworzyć. Otóż wymyśliłam sobie szycie pościeli, obrusów, zasłon, firan i co tam przyjdzie do głowy by upiększyć dom. Każda pierdółka, która może być uszyta, żeby nam się ładniej mieszkało na pewno uszyta zostanie. A to co uda mi się stworzyć juz niedługo będziecie mogły zobaczyć i kupić w moim sklepie internetowym. Póki co prace trwają, więc proszę o chwilę cierpliwości. Swoja droga i tak nie wytrzymam i pokaże Wam to wszystko na blogu.
   Za to dziś pochwalę się moim najnowszym nabytkiem dzięki któremu powstał mój "szyld" i przez którego nie śpię po nocach, bo tak chciałabym na nim szyć i szyć i szyć.....
Oto Królowa Królowych - Janina Wielka (czyli w/g paragonu maszyno-hafciarka Janome MC9900)


zdjęcie ze strony dystrybutora - firmy ETI
Ponieważ wymyśliłam sobie haftowanie pościeli i innych przydasiów taka hafciarka musiała u mnie zamieszkać. Kocham ją miłością wielką i nie oddam za żadne skarby. Tyle ma szlaczków, ściegów, wzorków, że do połowy jeszcze nawet nie dotarłam. Haftowanie to bułka z masłem. Coś tam naciśniesz, wybierzesz, nałożysz tamborek z materiałem, wciśniesz guzik i idziesz w pinezki pić kawę, dłubać w nosie czy co tam lubisz robić najbardziej. Jak jej zabraknie nitki w bębenku to Ci pipnie, jak się jej nitka zerwie (zdarza się niestety przy chińskich niciach z Biedronki) to  Ci pipnie. Jak trzeba zmienić kolor nici to znowu pipnie. Zwalnia z myślenia, bo przy każdym ściegu czy wzorku pokazuje jakie ustawienia trzeba dobrać - a to nacisk stopki, a to naciąg nici, a to sama stopka. No, oprócz recytowania wierszy to chyba robi wszystko. Szyld wyhaftowała, zasłonki do pracowni wyhaftowała, probnik ze wzorami, które trzeba było pokazać teściowej też wyhaftowała. A ponieważ teściowa już widziała to pokaże i Wam co tam na niej wykombinowałam, choć to jedna setna z tego co tam w nią powsadzali.



No i parę zdjęć "technicznych" na których baczny obserwator dojrzy szczegóły architektoniczne mojej pracowni. Miała być pełna relacja jak pracownia wygląda i się prezentuje ale trochę jestem w proszku i jak tylko się ogarnę to pochwalę się już "w szczególności".


To pomieszczenie nosi oficjalną nazwę "pokoju krojczego". Jest jeszcze drugi pokój a w zasadzie pierwszy, bo przez niego się wchodzi, ale panuje tam jeszcze artystyczny nieład w związku z czym pochwalę się nim w następnej kolejności.
  A poniżej Janina Wielka w kilku odsłonach







Nie mogę się doczekać kiedy przyjdą tkaniny, żeby sobie tak w nich pogrzebać, poprzekładać, porozkładać no i coś uszyć. No i żeby te wszystkie Pany, które ciągle u mnie coś robią poszły sobie w końcu w siną dal i pozwoliły mi "tworzyć", bo jak tak dalej pójdzie to zajmę się wcale nie szyciem tylko organizacją pracy wszelakiego rodzaju fachowców.
 
Aaaa i tak mi się jeszcze przypomniało a propos winy. Wy też mnie macie na sumieniu, bo przez to, że tu zaglądacie, czytacie, chwalicie i w ogóle łechtacie moją próżność, to w ogóle miałam śmiałość pomyśleć o własnej firmie za co Wam teraz bardzo DZIĘKUJĘ!