niedziela, 23 marca 2014

Bardzo spięty Łucznik

Dzisiaj rzecz będzie o wykorzystaniu artykułów biurowych w tak zwanym "domowym krawiectwie". I to nie żadna ściema - jak najbardziej znalazłam dla nich zastosowanie a dokładniej dla jednego z ich przedstawicieli, ale o tym za chwilę.

Jak już niektóre z Was wiedzą (a szczególnie te z refleksem kierowcy rajdowego), kilka dni temu stuknęło mojemu blogowi 100 000 wejść. Prawie że przegapiłam tą okazję do świętowania, ale na szczęście ocknęłam się dosłownie w ostatnim momencie i na szybko ogłosiłam ekspresową akcję łapania licznika. Na drugie szczęście część moich wiernych czytelniczek zagląda do mnie także w godzinach pracy (spokojnie - nie doniosę do pracodawców) i z tej części trzem z nich się poszczęściło. Dostałam zdjęcia dokumentujące ten fakt i tak oto mogę ogłosić iż prezenty-niespodzianki już jutro zaczną swą podróż, mam nadzieję, że krótką do:


Ani z bloga "NO UFO's ALLOWED"
Małgosi z  "MAMMY LOVE"
Iwonki z bloga "ZAPISKI MRÓWKI"


Dziewczynom gratuluję zacięcia i silnych nerwów, a Wam wszystkim bardzo dziękuje, że wytrzymujecie ze mną już tyle czasu i nadal zaglądacie tu z uporem maniaka. i choć pewnie z większością z Was nie dane mi będzie spotkać się w realu i postawić jakieś ciacho z kawką to mam dla Was taki zastępczy poczęstunek w postaci zdjęcia tortu (wredna jestem, wiem :), który fundnął mi Szanowny Małżonek z okazji tej uroczego jubileuszu. Tadammm!


Powiem tylko tyle - BYŁ PYSZNY!!!

A teraz przejdę do meritum, czyli do wspomnianych artykułów biurowych.
Jak to mówią "potrzeba matką wynalazku" i nie sposób mi sie dzisiaj z tym powiedzeniem nie zgodzić.
Gdzieś tak po śniadanku ogromnie zachciało mi się coś uszyć. Nawet to "coś" mam już skrojone, bo wczoraj z kolei miałam ogromną potrzebę zrobienia sobie wykroju bluzki. No i juz, już miałam tę bluzkę szyć, ale nie chcący wlazłam najpierw na facebook'a i trafiłam na dyskusję o stopkach do pikowania. Temat mnie pochłonął, bo parę tygodni temu udało mi się nawet uszyć dwie poszewki na poduszki właśnie przepikowane, ale używałam do tego stopki do przyszywania guzików i namęczyłam się jak górnik na przodku (tak wiem, nie pokazałam ich jeszcze, ale obiecuję, że nadrobię to w najbliższym czasie) No więc chłonęłam te wszystkie informacje jak sucha gąbka wodę, tym bardziej, że się okazało, że jedna z dziewczyn ma takiego staruszka Łucznika jak ja i do niego właśnie ma tę specjalną stopkę, która w sklepie internetowym jest do nabycia drogą kupna za 14,70 zeta. Pobieżałam na stronę sklepu, stopkę obejrzałam i pochlipałam sobie cichutko w kącie, bo przecież zanim zapłacę i mi przyślą, to chęć pikowania minie jak przysłowiowy zły sen czy rozwolnienie.
Chęć pikowania była ogromna i strasznie namolna, a poza tym ambicja nie pozwalała mi zostawić tego tematu w spokoju i dzięki temu odkryłam cudowne zastosowanie spinacza biurowego, który z niewiadomych przyczyn leżakował sobie w szufladzie czekając na cud. I cud nadszedł. 

Zatem moje drogie, zamieszczam przepis jak zrobić sobie stopkę do pikowania z użyciem spinacza biurowego i stopki do przyszywania guzików. Przepis należy stosować do maszyny Predom  Łucznik 466 z lat 70-tych.
Potrzebne składniki : duży spinacz biurowy i stopka do guzików


Odginamy pod kątem prostym jeden koniec spinacza


Teraz ten koniec odginamy do góry również pod kątem prostym


Odkręcamy śrubkę widoczną na prawym trzpieniu i wkładamy w dziurkę spinacz aż do zgięcia. Śrubkę mocno przykręcamy.


Tak to wygląda od przodu. Ważne aby ta część spinacza po prawej stronie zdjęcia wystawała nad śrubką mocującą igłę.


Montujemy stopkę do guzików. Tu dokładnie widac o co chodzi. Gdy igła będzie się w trakcie szycia podnosiła do góry w pewnym momencie trafi na spinacz i dzięki niemu podniesie także stopkę. To spowoduje, że będziemy mogły przesunąć materiał pomiędzy kolejnymi wkłuciami igły.


O tak jak na tym zdjęciu. Igła w górze i stopka też - prawie palucha można wsadzić w ten prześwit


No i teraz nie pozostaje nic innego jak pikować...


...pikować...


...pikować!

wtorek, 11 marca 2014

ZŁAP LICZNIK NA 100 000!!!

Moje drogie Parafianki!
Dziś post szybki niczym samolot odrzutowy, bo i okazja ku temu może szybko przeminąć.

Ogłaszam szybką akcję ŁAPANIA LICZNIKA. A złapać trzeba cudowną liczbę 100 000 !!!

Tak, tak to już 100 000 tysięcy odwiedzin, które radują moje serce i serce mojego Szanownego Małżonka. Dziś na tę okoliczność nawet zakupił tort i zaprosił gości, także nie możecie mnie zawieść i czym prędzej łapcie magiczną liczbę. Dla zwyciężczyni przygotuję prezent, ale tortu nie gwarantuję, bo pewnie Sanepid nie przepuściłby przesyłki. Także palce na enter i do dzieła !!! Jako dowód proszę o przesłanie na moją skrzynkę print screen lub zdjęcie monitora z cudowną liczba 100 000.


 Ustrzelcie licznik




 Wiadomości z ostatniej chwili!!!!
Bystrym okiem i zręcznymi palcami wykazały się dwie czytelniczki Ania z bloga "No UFOs allowed" oraz Małgosia :)

GRATULUJĘ!!!!!



sobota, 8 marca 2014

Jan? Janek? Aaaa...Jasiek!!!

Zdrobnienie popularnego imienia męskiego "Jan" padło dzisiaj z naszych ust pewnie z milion pięćset, sto dziewięćset razy. A wszystko przez to, że zachciało nam się uszyć te milion pięćset, sto dziewięćset jaśków dla warszawskiego CENTRUM ZDROWIA DZIECKA

Szyło się w Ikei Targówek.

 To znaczy, żeby to się samo szyło, to nie byłoby tematu, ale samo się nie chciało, potrzebne były jakieś istoty o gołębim sercu, coby  te nieprzebrane kilometry ikeowskich tkanin (a według moich obliczeń zużyłyśmy 7 belek po 35 metrów bieżących i to bieżących bardzo szybko) przerobiły w kolorowe poszewki. Na szczęście duch w narodzie  nie ginie i babeczki zamiast wąchać "ósmo-marcowe" goździki oraz przywdziewać "ósmo-marcowe" rajstopki stawiły się w Ikei, w dziale "jadalnia" jak jeden mąż i ruszyły do boju niczym tajna jednostka amerykańskich "marines". Dołączyłam się i ja, ale gdyż, ponieważ, bo -  trochę się spóźniłam, co lepsze fuchy (czytaj obszywanie brzegów oraz zszywanie jaśków) były zajęte, musiałam się podjąć zajęcia, które omijały wszystkie szerokim łukiem, czyli cięcia tkaniny na odpowiednie kawałki. Zadanie ambitne, bo bez niego nie ma szycia, ale i straaaaaasznie upierdliwe, bo  wszystkie stoją nad tobą jak harpie i krzyczą - WIĘCEJ, WIĘCEJ!!!! Na szczęście Beatka przyszła równie późno jak ja, więc było nas dwie przeciwko tym harpiom i jakoś dało się wytrzymać :)))

Był również mój Szanowny Małżonek, dzięki któremu mam tyle zdjęć, bo się stworzenie trochę nudziło wśród terkotu maszyn i rozmowach o naszych babskich sprawach, więc ćwikał te zdjęcia ile wlezie.Dlatego też nie gadam juz nic więcej tylko zapraszam do obejrzenia :)

Byłam bardzo uprzejma i przedstawiłam się każdemu, ale chyba jem za dużo masła, bo niestety nie pamiętam jak ma na imię ta przeurocza osóbka, która machnęła tyle poszewek, że klękajcie narody! Kajam się i proszę o wybaczenie!
A tutaj w pełnej krasie dwie szalone dziewczyny - po lewej Agnieszka, przed którą siedzi lalka stworzona przez nią samą i którą to Agnieszkę można także odwiedzić na jej blogu Wiedźma Domowa, a po prawej Kinga, której blog bardzo chętnie odwiedzam, bo  to prawdziwa kopalnia wiedzy krawieckiej
Żeby nie było, że nasze szycie to jakaś ściema :)
Nasza maskotka, na razie bezimienna, trzeba będzie jakieś chrzciny zrobić
Po lewej Monika (czerwona bluzka), po prawej Asia (w zielonym sweterku i mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam jej imię) obie wciąż uśmiechnięte, choć roboty od groma i ciut-ciut.

No byłam i ja, ujęta w chwili gdy dosłownie na 5 minut dorwałam cudzą maszynę,no i okazało się, że pomimo iż szyję kreacje prawie, że "ot-kitir" to na cudzej maszynie głupieje i nawet brak szpulki z nićmi nie przeszkadza mi w szyciu

Ciągle uśmiechnięta Beatka, która szyje zawodowo takie kreacje, że klękajcie narody
Agnieszka dumnie prezentująca pierwszą skończoną poszewkę
Beatka, równie spóźniona jak ja i dlatego zagoniona do najmniej wdzięcznej roboty, ale gdyby nie ona byłabym w czarnej.....dziurze :)
Oficjalne logo
I oficjalnie uszyte jaśki :)


Jak opuszczałam dziewczyny o 16-tej, miałyśmy na stanie 240 uszytych jaśków. Plan był, by uszyć 300 i mam nadzieję, że się udało, bo została jeszcze godzina, a one takie zawzięte, że te 60 brakujących to pewnie machnęły bez większego wysiłku.
  Ja za to wiem, że mam mięśnie w miejscach mało do tego przystosowanych, które swoje istnienie ogłosiły bólem istnienia takim, że szok. Wiem też, że nikt się nie opindalał, bo nawet nie było "sikundy" czasu  (jak to stwierdziła Kinga)  właśnie na tę fizjologiczna konieczność. Ale radość wielka i tylko żal, że nie z każdą dało radę zamienić tych kilka słów. Także głosuję za typowo plotkarskim spotkaniem, bom się nie nagadała i czuję się taka niedogłaskana :))