sobota, 8 marca 2014

Jan? Janek? Aaaa...Jasiek!!!

Zdrobnienie popularnego imienia męskiego "Jan" padło dzisiaj z naszych ust pewnie z milion pięćset, sto dziewięćset razy. A wszystko przez to, że zachciało nam się uszyć te milion pięćset, sto dziewięćset jaśków dla warszawskiego CENTRUM ZDROWIA DZIECKA

Szyło się w Ikei Targówek.

 To znaczy, żeby to się samo szyło, to nie byłoby tematu, ale samo się nie chciało, potrzebne były jakieś istoty o gołębim sercu, coby  te nieprzebrane kilometry ikeowskich tkanin (a według moich obliczeń zużyłyśmy 7 belek po 35 metrów bieżących i to bieżących bardzo szybko) przerobiły w kolorowe poszewki. Na szczęście duch w narodzie  nie ginie i babeczki zamiast wąchać "ósmo-marcowe" goździki oraz przywdziewać "ósmo-marcowe" rajstopki stawiły się w Ikei, w dziale "jadalnia" jak jeden mąż i ruszyły do boju niczym tajna jednostka amerykańskich "marines". Dołączyłam się i ja, ale gdyż, ponieważ, bo -  trochę się spóźniłam, co lepsze fuchy (czytaj obszywanie brzegów oraz zszywanie jaśków) były zajęte, musiałam się podjąć zajęcia, które omijały wszystkie szerokim łukiem, czyli cięcia tkaniny na odpowiednie kawałki. Zadanie ambitne, bo bez niego nie ma szycia, ale i straaaaaasznie upierdliwe, bo  wszystkie stoją nad tobą jak harpie i krzyczą - WIĘCEJ, WIĘCEJ!!!! Na szczęście Beatka przyszła równie późno jak ja, więc było nas dwie przeciwko tym harpiom i jakoś dało się wytrzymać :)))

Był również mój Szanowny Małżonek, dzięki któremu mam tyle zdjęć, bo się stworzenie trochę nudziło wśród terkotu maszyn i rozmowach o naszych babskich sprawach, więc ćwikał te zdjęcia ile wlezie.Dlatego też nie gadam juz nic więcej tylko zapraszam do obejrzenia :)

Byłam bardzo uprzejma i przedstawiłam się każdemu, ale chyba jem za dużo masła, bo niestety nie pamiętam jak ma na imię ta przeurocza osóbka, która machnęła tyle poszewek, że klękajcie narody! Kajam się i proszę o wybaczenie!
A tutaj w pełnej krasie dwie szalone dziewczyny - po lewej Agnieszka, przed którą siedzi lalka stworzona przez nią samą i którą to Agnieszkę można także odwiedzić na jej blogu Wiedźma Domowa, a po prawej Kinga, której blog bardzo chętnie odwiedzam, bo  to prawdziwa kopalnia wiedzy krawieckiej
Żeby nie było, że nasze szycie to jakaś ściema :)
Nasza maskotka, na razie bezimienna, trzeba będzie jakieś chrzciny zrobić
Po lewej Monika (czerwona bluzka), po prawej Asia (w zielonym sweterku i mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam jej imię) obie wciąż uśmiechnięte, choć roboty od groma i ciut-ciut.

No byłam i ja, ujęta w chwili gdy dosłownie na 5 minut dorwałam cudzą maszynę,no i okazało się, że pomimo iż szyję kreacje prawie, że "ot-kitir" to na cudzej maszynie głupieje i nawet brak szpulki z nićmi nie przeszkadza mi w szyciu

Ciągle uśmiechnięta Beatka, która szyje zawodowo takie kreacje, że klękajcie narody
Agnieszka dumnie prezentująca pierwszą skończoną poszewkę
Beatka, równie spóźniona jak ja i dlatego zagoniona do najmniej wdzięcznej roboty, ale gdyby nie ona byłabym w czarnej.....dziurze :)
Oficjalne logo
I oficjalnie uszyte jaśki :)


Jak opuszczałam dziewczyny o 16-tej, miałyśmy na stanie 240 uszytych jaśków. Plan był, by uszyć 300 i mam nadzieję, że się udało, bo została jeszcze godzina, a one takie zawzięte, że te 60 brakujących to pewnie machnęły bez większego wysiłku.
  Ja za to wiem, że mam mięśnie w miejscach mało do tego przystosowanych, które swoje istnienie ogłosiły bólem istnienia takim, że szok. Wiem też, że nikt się nie opindalał, bo nawet nie było "sikundy" czasu  (jak to stwierdziła Kinga)  właśnie na tę fizjologiczna konieczność. Ale radość wielka i tylko żal, że nie z każdą dało radę zamienić tych kilka słów. Także głosuję za typowo plotkarskim spotkaniem, bom się nie nagadała i czuję się taka niedogłaskana :))

23 komentarze:

  1. Kochana, niedogłaskana koleżanko:) Gdzie prawa a gdzie lewa? Się pytam. Chyba że to nie to prawo tylko drugie, to wtedy rozumiem. Nawiązuję do podpisu pod zdjęciem;) Narobiłyście się baby, tylko pogratulować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhihi, moje prawo to Wasze lewo :))) Dzięki Kaśka, lecę poprawić, bo wstyd jak stąd do Warszawy, ale ja tak od paru miesięcy mam, że żadne prawo czy lewo mi w życiu za bardzo nie przeszkadza :)))

      Usuń
    2. Nie przeszkadza kiedy nie jest do niczego potrzebne:P Jak mnie kiedyś facet zapytał o drogę na Białowieżę, to chociaż wiedziałam którędy to, powiedziałam mu że ma jechać zupełnie inaczej. No i zonk jak oprzytomniałam i przeanalizowałam co mu tak skrupulatnie starałam się wytłumaczyć. Wszelkie sytuacje, w których jestem pytana o drogę, nawet prostą jak cep, są mocno stresujące;)

      Usuń
  2. Wybaczam, wybaczam ;))) Ta harpia co ciągle chciała więcej z pierwszego zdjęcia to ja ;) a imię moje Magdalena ;)) było fantastycznie :) nieśmiało pytam czy mogę skopiować zdjęcia ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu moja kochana - proszę o wybaczenie, niezliczone ilości masełka, które spożywam przywiały do mnie miażdżycę i dopiero teraz skumałam, że przecież o imię Twe pytałam (człowiek nie czuje jak mu się rymuje :)). A fotki możesz kopiować do woli :)

      Usuń
  3. No pięknie popracowałyście :D Świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robota paliła się w rękach, choć wydawała się nie mieć końca :)

      Usuń
  4. Na koniec jak liczyłyśmy to wyszło nam 283 przy pierwszym liczeniu a następnie 291 przy drugim liczeniu. Więc nie wiem, czy te jaśki rosły nam w rękach czy jak :-) Nie wiele w każdym bądź razie zabrakło do 300-tu ale niestety wyganiali już nas z tej IKEI. Chociaż złego słowa powiedzieć nie można - imprezę przygotowali nam perfekcyjnie :-)
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trochę szkoda, że im się tak spieszyło, bo jakby poluźnili krawaty to i nam byłoby lżej i spokojniej. Ale to prawda, że stanęli na wysokości zadania :) A ja żałuję, że nie zdążyłam zamienić z Tobą trochę więcej zdań niz tych kilka grzecznościowych, bo mam do Ciebie pewne pytanie natury "zawodowej" i pozwolę sobie w tej materii jutro do Ciebie napisać :)

      Usuń
  5. Ale wielka góra jasiów - Brawo, świetna robota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihi - "Góra Jaś" - nawet fajnie brzmi. Może by tak ochrzcić jakieś wzniesienie w okolicy, w końcu sporo tych jasiów się uszyło :)

      Usuń
  6. I tak MY byłyśmy lepsze machnęłyśmy ponad plan Janki GÓRĄ a na poważnie miałam być ale niestety najprawdziwszy lekarz kazał brać antybiotyk i tyłka z domu nie wychylać do czwartku Gratulacje dla wszystkich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Janki - jaśki, nawet nazwa podobna to i pewnie dlatego poszło Wam lepiej :))))
      Z ostatnich wieści wychodzi, że uszyłysmy 291 poszewek, czyli zabrakło nam 9 do wyrobienia normy, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że szyłyśmy dwie godziny krócej niż Wy :)
      A prywatnie życzę zdrówka, bo taka ładna Wiosna nam sie robi, że aż szkoda siedzieć w domu :))

      Usuń
  7. te akcje uwazam za bardzo pozytywne, sama chetnie bym wziela udzial w takiej, ale ja na uchdzctwie jestem. Wielkie brawa dla wszystkich!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izo, to może będziesz pionierką na rynku niemieckim, tam tez są dziecięca szpitale i pewnie też ucieszyliby się z kolorowych podarków :))))

      Usuń
  8. Brawa również ode mnie, jesteście wspaniałe....pozdrawiam ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu wszystkich szyjących jasie, bo to akcja ogólnokrajowa już się zrobiła i grup przybywa :)

      Usuń
  9. Co tam ból mięśni, jak cel szczytny :) Brawo dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ból przejdzie a satysfakcja ogromna zostanie :)))

      Usuń
  10. Ja też biję WIELKIE BRAWA!!! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję i zachęcam do organizowania takich akcji także w Paragwaju. Rozkręćmy własną orkiestrę !

      Usuń
  11. super,że powstają takie akcje, oby więcej takich, sama chętnie wzięłabym udział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniała akcja i oby takich było więcej :)

    OdpowiedzUsuń