piątek, 29 marca 2013

WIELKA(nocna)SUKIENKA

Ano WIELKA!
Szyłam ją z Burdy 4/2009, model 114 dla niskich kobiet (czyli wzrost do 160 cm, ja mam 164 cm). Nie wiem jak w Niemczech, ale w Polsce  wydaje mi się, że niskie kobiety wszystko mają krótsze - krótszy tułów, plecy, wysokość biustu, długość pleców. No i właśnie - wydaje mi się, bo Burda ma swoją koncepcję dotyczącą form dla niskich kobiet - Burda chyba po prostu obcina im trochę nogi a reszta zostaje bez zmian. Chyba że niemieckie kobiety w wersji mini nie istnieją i projektanci Burdy po prostu nie maja zielonego pojęcia jak taka niska kobietka jest zbudowana. Istny horror!
  Wykrój kiecki, moim skromnym zdaniem, jest kompletnie od czapy. Jest WIEEEEELKI! Idealny w roli namiotu z tropikiem i przedsionkiem na letni wypad za miasto wraz z kilkuosobową rodziną. Zresztą przyjaciół tez można zaprosić, a co - zmieszczą się. Będzie grill, kiełbaski a jak się popijemy to i przenocować będzie pod czym.        
    Wszystko miałam za długie - długość pleców, wysokość biustu, długość całej sukienki. I to żeby był 1 centymetr. Nie! skracałam wszystko po 3 cm i dopiero jako-tako pasuje. Poza tym ten kształt raglanu jest paskudny i na pewno nie odpowiedni dla biuściastych, bo jak się na to patrzy to wygląda jak wielkie lądowisko dla helikopterów, strasznie poszerza. Owszem mogłam sobie ciachnać dekolt w serek, coby się trochę wyszczuplić, ale nie chce mi się mieć wszystkiego w kształcie tego nabiału, a poza tym jak sobie pomyślałam, że muszę przerabiać cały raglan to mi się nagle to lądowisko zaczęło podobać :)
   Krateczkę oczywiście kroiłam tak by się pięknie schodziła, ale z tej piękności to zostało tylko to co widzicie na przodzie  - reszta ginie w pomrokach przeróbek, zwężania, przycinania i wielkiej ilości przekleństw.



Najładniej to ona wygląda z tyłu. Bo ją sobie wymodelowałam zaszewkami, nic się nie ciągnie, gładko przylega gdzie trzeba. Choć tak sobie myślę, że to trochę i zasługa mojej figury, która z tyłu wygląda szczupło i powabnie w odróżnieniu od przodu gdzie skumulowało się całe moje jestestwo ze wszystkimi nadprogramowymi kilogramami.
Przód jest dla mnie trochę nie w moim stylu, bo nie ma w nim zaszewek, którymi mogłabym to i owo wymodelować i poudawać, żem szczupła i nic mi nie wystaje. A tak, niestety, cycochy pięknie opięte materią a pod nimi wszystko wisi. Próbowałam  wstawić jakąś zaszewkę, ale efekt był gorszy niż gdybym chciała tam namalować "Słoneczniki" Van Gogha. Próbowałam także założyć do tego jakiś wąski paseczek, no i może to jest jakiś pomysł, choć nie lubię przy siadaniu tej buły, która się robi nad paskiem. No cóż - negocjacje trwają :)



Ma natomiast, ta sukienka, jeden, wielki i przeogromny plus - jest bardzo starannie przeze mnie uszyta. Piękne lamóweczki ze skosu, przyszyte tak by nie było widać stebnowania. Cacane patki na biodrach udające kieszenie, których nie ma. Na pateczkach własnoręcznie obciągane guziczki. Dół sukienki - uwaga - PRZYSZYTY RĘCZNIE! Tak, tak ! I za to ja lubię.












Na Święta ją założę (bo to znowu fason z gatunku "przyjazny gastronomii"), chyba że rozłożę się już dokumentnie, bo właśnie złapałam kolejne przeziębienie i z racji tego wydarzenia nie ma mnie na zdjęciach, bo nie lubię występować w roli straszyciela niegrzecznych dzieci.

  Szycie tej sukienki umocniło mnie w przekonaniu, by wreszcie nauczyć się konstrukcji odzieży, oczywiście na razie w wersji bardzo amatorskiej. W podjęciu tego wyzwania pomógł mi zakup książki Zofi Hanus "Kulisy kroju i szycia - bluzki i spódnice". Mam ją drugi tydzień i drugi tydzień ja oglądam. Mam już nawet własny szablon na bluzkę podstawową i jestem z siebie strasznie dumna, bo mi wyszło. Dlatego postanowiłam, że jak się tylko podszkolę z tego konstruowania i uszyję coś co będzie już mogło się nazywać "odzieżą" to nie omieszkam podzielić się tą wiedzą w kilku tutorialach. Swoją drogą polecam tę lekturę, bo prócz wiedzy jak konstruować ciuchy jest tez tam o tym jak ją dostosować do różnych typów sylwetek i jakie to są te różne sylwetki.

Na dziś kończę, bo mi katar już zupełnie zasłonił horyzont, życzę Wam dużo dobrego towarzystwa na Święta i - na przekór - bardzo suchego i słonecznego Śmingusa-Dyngusa!

Ko-ko-ko-kooooo!


czwartek, 21 marca 2013

Za kratkami, za groszkami....

Idą święta - to fakt. Pewnie przyjdą, zanim przyjdzie Wiosna - to też fakt Tej zdzirze jakoś się w tym roku nie spieszy. Niech sobie nie myśli, że wszyscy będą łaskawie czekać aż się wyśpi, wypindrzy, kaca wyleczy czy co ona tam jeszcze robi po tej zimowej balandze. Ja na nią na pewno nie będę czekać i wiosenną kieckę uszyję sobie już teraz. A jak szanowna Wiosna zzielenieje z zazdrości to i lepiej, bo może szybciej wylezie z tej nory, w której niechybnie przebywa i wreszcie wszyscy odetchną. Dlatego dla dobra całego narodu  szyję i już!

     Tym bardziej, że materiałów w chałupie, że ho, ho!!! Kratka to już zaczęła jęczeć,że się zbliża do wieku emerytalnego a jeszcze nawet ani razu nie była na świeżym powietrzu. Co prawda łaskawie jej przypomniałam, że się parę godzin wietrzyła jak ją uprałam zaraz po zakupie, ale mi wykrzyczała, że to było 10 miesięcy temu i się nie liczy. A ten groszkowy materiał to w ogóle się nie odzywał, bo to szmatka po przejściach, z przeceny, macana wielokrotnie przez obce baby, więc ma traumę a na psychologa mnie nie stać. Poza tym po co inwestować w leczenie jak zaraz idzie pod nóż, znaczy się nożyczki. A że duet z nich doskonały to się nadają jak ta lala na świąteczną kreację, o taką jak ta na zdjęciu.
       


Model 114 z Burdy, która też musiała swoje odleżeć, bo to numer  4/2009. Już go parę razy oglądałam, ale z powrotem wędrował na kupkę do zrealizowania "kiedyś tam", bo to model dla niewysokich, czyli do wzrostu 1,60m. Chociaż to może najmniejszy problem, bo ja mam akurat 164 cm i z reguły te modele "normalne" są dla mnie za długie, co się objawia np. tym, że po uszyciu ciucha i założenia na "się" zaszewkę piersiową mam gdzieś w okolicy talii a talię w rejonie bioder, więc i tak je zawsze skracam. Problem był taki, że rozmiar kończył się na 42 (a w zasadzie 21, bo tak się podaje numerację dla mniejszych babeczek) a ja na ten mój parapet potrzebuję aż 44. A żeby było zabawniej, to pod samym parapetem mam rozmiar 42 a w biodrach to już 40. Także weź se babo uszyj pokrowiec na trójkąt równoramienny.
       Dlatego dziś, po raz pierwszy przystąpiłam do powiększenia gotowego wykroju. A że humor mi dopisywał, bo dziś przy garach stał Szanowny Małżonek (i to ja dzisiaj jęczałam "głodna jestem, kiedy obiad?") to obpstrykałam cały proces tworzenia tego cuda, coby się może i innym przydał.
     Zatem zapraszam!















Oczywiście nie mam zielonego pojęcia, czy to będzie na mnie wyglądało, ale mówi się trudno, rzecz już skrojona a materiału w kratkę zostało tyle co na ściereczkę do okularów, a jak się nie zmieszczę to zawsze można uszyć mniejsze i obdarować którąś z mniej "obdarzonych psiapsiółek". Okaże się za parę dni.


Odchodząc na chwilę od moich rozterek związanych z parapetami i inną stolarką okienną, to miałam przyjemność zostać pokazana paluszkiem przez KasięB i  poproszona o wyspowiadanie się na tę okoliczność, co czynię niezwłocznie :) Kasiu - dziękuję :)




1. Wieczór czy ranek...
       Wieczóóóóór!!! Dla mnie "rano"  oznacza  gdzieś tak koło południa. i wcale nie dlatego, że śpię do dwunastej, ja po prostu długo łączę się z bazą i zanim zajarzę, że świat coś chce ode mnie to się zbliża pora obiadu :)))

2. Zimno czy ciepło...
     Ciepło, ciepło, ciepło... Jak się reszta ludzkości roztapia to ja wtedy zdejmuję sweter :)))

3 .Fiołki czy frezje...
        Hmmmm......jaśmin, bo mam taki ładny w ogródku i już się nie mogę doczekać czerwca, żeby się porządnie sztachnąć tym zapachem:)

4. Ulubiona potrawa polska......
        Na pierwsze mięcho, na drugie mięcho a na deser mięcho! Może być po polsku, chińsku, eskimosku - wsio rawno :)

5. Co lubisz oglądać - filmy czy seriale?
        Filmy. A serial jeden, jedyny o pewnym wrednym doktorze, reszta mnie nie rajcuje, bo jak przez trzy odcinki ona stoi i płacze i woła "Juan! Wróć" to ja dostaję skrętu kiszek na myśl, że ktoś to nakręcił i wziął za to grubą kasę.

6.  Co byś wybrała - małżeństwo czy związek?
        No, tu już musztarda po obiedzie:)))) A więcej nie napiszę, bo mi Ślubny zerka przez ramię :))))))

7.Twój uśmiech na twarzy....
        Dobrze, że mam uszy, bo one trochę blokują tę gębę, bo ja śmiać się ukradkiem nie potrafię :))))

8. Słuchasz rocka czy disco?
        Według mojego męża to co słucham to się nazywa "lalalalalala", ale przy jego jazzie to wszystko inne jest "lalalalalala"

9.Twoje ulubione danie?
         Hahaha, patrz pkt. 4. :)))))

10. Przesyłam buziaka....
        Może lepiej nie, bo zaślinię monitor :))))


Łańcuszek wyróżnień przerwę na własnym blogu, bo wredna jestem i zatrzymam nagrodę dla siebie :)))))


No, to by było dziś na tyle. Jutro ruszam walczyć z kratką i groszkiem, coby tę Wiosnę jednak wykurzyć z lisiej nory.

Aaaaaaaa, jeszcze jedno!
Przepraszam za ten bałagan na blogu przez ostatnich parę dni, ale stroiłam go w nowe szatki i to strojenie szło mi dość opornie. Jednak lepiej mi się szyję niż "hateemeluje". Ale i tak przyrzekłam sobie, że się tego hateemela kiedyś nauczę! :))))


I jeszcze drugie "aaaaaa"
Bo w tym szablonie nie ma daty, a ja nie mam zielonego pojęcia jak sobie to wstawić, więc jeśli znalazłaby się  jakaś litościwa dusza, która by pomogła sierotce (czyli mnie) w tym temacie, to obiecuje, że będę jeść mniej słodyczy :))))


I trzecie "aaaaaaa"
I już nie ma nowego szablonu :( Musiałam wrócić do tego, bo z jakiegoś nieznanego mi powodu przy tym nowym nie było aktualizacji postów, co oznaczało, że te z Was które miały mnie na swojej liście czytelniczej, nie widziały nowo pojawiającego się posta. może tak się działo, bo nie było daty. Nie wiem. Póki co wróciłam do tego szablonu a jak mi się uda ten problem rozwiązać to pobawię się dalej :)

piątek, 15 marca 2013

Ufff....udało się!


 Moje Drogie Parafianki!
Oto przed Wami siedem uroczych i barwnych szlafroków, które powędrują do członkiń "Klubu Gorseciar" jako nagroda za trud włożony w uszycie konkursowego gorsetu.
A ponieważ chciałam jak najszybciej wywiązać się z danego słowa, więc szyłam ile tylko pary w maszynie do szycia (dlatego mnie nie było :)
I udało się!

TADAM!



 Na pewno każda z dziewczyn jest ciekawa który z nich powędruje do jej pracowitych rączek, więc pozwoliłam sobie zamieścić małą podpowiedź.






Należy się jednak jedno małe wytłumaczenie odnośnie kolorów. Nie wiem jakbym ustawiała aparat i ile bym nie kombinowała, to absolutnie nie byłam w stanie oddać rzeczywistych kolorów. Dlatego zamieszczam sprostowanie:
Rzecz wygląda następująco:
Agnieszka -  bakłażanowy (cokolwiek to oznacza :))
Czesia - jasny złoty, baaardzo ładny.
Kamila -  jasny niebieski, ale taki troszkę rozmydlony
Małgosia -  burgund, albo takie coś w rodzaju bordo :)
Krysia - no tu wszystko widać dobrze- czerwony :)
Dominika - pistacjowy, jeden z moich ulubionych :) :)
Dorotka - morski? turkus? W każdym razie podobno jej ulubiony.

Ciekawa jestem, czy trafiłam z dopasowaniem kolorów. Co prawda, nawet jak nie trafiłam, to reklamacji nie uwzględniam, bo wbrew pozorom każdy szyty wg. przesłanych do mnie wymiarów, więc zamiana nie wchodzi w grę. Pozostaje zatem, dziewczyny, polubić nowy kolor :)))

Tremę mam ogromną, bo pierwszy raz szyłam dla kogoś nie z rodziny czy znajomych. A jeszcze żeby  utrudnić zadanie wymyśliłam sobie elastyczną satynę, na którą trochę się obraziłam w trakcie procesu tworzenia szlafroków i chyba prędko do niej nie powrócę :)))  Materiał ten nie wybacza żadnych, nawet najdrobniejszych błędów popełnionych w trakcie szycia, dlatego też zwracam się do obdarowanych dziewczyn o łagodny wymiar kary, bo mimo mojego, ogromnego zaangażowania są rzeczy, których już nie potrafiłam poprawić, nad czym ubolewam :(
Ale żeby nie było, że nic tylko stękam, to powiem Wam, że miałam wielką frajdę szyć coś nie tylko wyłącznie dla siebie i fakt, że jeszcze się ktoś może z tego ucieszy sprawiał mi ogromną przyjemność :)))))

Paczki wyślę w poniedziałek, więc w ciągu kilku dni na pewno będą już u Was.
Jeszcze raz dziękuję Wam za zabawę :)))))



P.S
Właśnie zauważyłam, że jest to równo pięćdziesiąty post, który napisałam. Chyba to dzisiaj obleję!

środa, 6 marca 2013

Wielka Kombinatornia i zrzucanie sierści.


Uszyłam bluzkę. Powinnam ją nazwać Wielka Kombinatornia, bo tak ją kombinowałam, że aż mi się odechciewało.

Co otworzyłam szafę (bynajmniej nie po to by w niej poukładać, choć przydałoby się, oj przydało) to ciągle wypadał z niej ten materiał. I nieważne czy wściubiłam go gdzieś głęboko, czy przykryłam ogromnym ciężarem, zawsze właził mi po ręce. Cóż, "aluzju paniała", trza coś z tego uszyć. Pierwotna wersja zakładała jakąś sukienczynę na lato, bo to bawełna z maciupeńkim dodatkiem lycry i w dodatku 2 metry, więc by stykło. Na szczęście tknął mnie jakiś palec boży, by zanim pociacham to nożyczkami, to sobie to uprasować (prane było wcześniej, by uniknąć niespodzianek po uszyciu). I jak tak sobie, w głębokiej zadumie prasowałam, to me błękitne, acz krótkowzroczne oczęta wypatrzyły na górze materiału skazę, a w zasadzie jakby nie zadrukowany kawałeczek. No to sobie pomyślałam, że po prostu zacznę kroić niżej, w końcu mam dwa metry. Ale jak proces prasowania postępował, zaczęły tez postępować ubytki w nadruku. Rzuciłam żelazko, walnęłam rozłożony materiał na podłogę i sama tez walnęłam się na kolana i dawaj oglądać.Efekt oglądania był taki, ze materiału starczyło na bluzkę, bo nijak nie wykroiłabym jednolicie zadrukowanego kawałka dłuższego niż 50 cm. Zresztą bluzka, jak wcześniej wspomniałam też nakombinowana, bo tak musiałam manewrować tą formą, że rany Julek.
Ale jest, uszyłam. Wersja, taka powiedzmy, "na pensjonarkę", z guziczkiem z tyłu., długość do bioder. W sam raz do jeansów, albo do ołówkowej spódnicy (której nie mam, więc znowu jest po co wyciągać maszynę). Co prawda jak ją założyłam to oświadczyłam Szanownemu, że wygląda raczej na babciną niż na pensjonarską, ale Ślubny się oburzył i powiedział, że pięknie w niej wyglądam, więc co się będę z chłopem kłóciła. Jak się mu podoba, znaczy uszyłam cudo nad cudami :))))




 Test wytrzymałościowy już zaliczony, bo i wizyta niedzielna u teściowej za nami (się podobała) i dziś wizyta u fryzjera (to tak w nawiązaniu do tego zrzucania sierści). Wygodne mi to wyszło, nie powiem. Nic mi się nie ciągnie, długość akuratna i ani za wąska, ani za szeroka. Nosić będę.




 Ale jak się dziś wybierałam do tej czarodziejki od włosów to stwierdziłam, że nie posiadam żadnego wierzchniego odzienia w rodzaju blezerka, żakieciku czy jakiejś innej okryjbiedy, co by mi kolorystycznie pasowała. Posiadam natomiast materiał ze szmateksu, który spełnia wszystkie wymogi i który dość obcesowo obserwuje mnie z szafianych czeluści, więc pewnie zanim machnę spódnicę ołówkową to najsampierw machnę coś z tej szmatki. i będzie pięknie :)))

 A tak z innej beczki, Bo jak hulałam na Waszych blogach to  trafiłam do Liwias, a tam patrzę Entrelac. Dziewczę se siedzi i robi se chustę tą metodą. Coś tam pojęczałam w komentarzach, że ja tez chcę, ale nie umiem, no to mi Liwias (i Mag-ik też, bo też tam utknęła na dłużej) przesłała linka do Krysi, która tłumaczy jak krowie na rowie, więc nie było mowy, żebym nie załapała. No i tak załapałam, że poniżej pokazuję efekt.


Miała być chusta, ale tak mnie nagle olśniło, jak z tego trójkąta zrobić prostokąt, że pewnie udziubię jakiś sweterek, chyba że mi wena odejdzie (oby nie).
A o wenę do sweterka martwię się zupełnie poważnie, bo dziś właśnie nadeszły cudne materiały, z których to powstaną, mam nadzieję,  równie cudne prezenty dla wszystkich moich gorseciar. A że obiecałam także Ślubnemu nowe, polarowe wdzianko, to uwierzcie mi, że będę miała co robić. I aż mnie łapki świerzbią do tej roboty :))))
Wiosna, drogie Panie, WIOSNA!!!!!

poniedziałek, 4 marca 2013

Dzień Zwycięstwa, czyli ogłaszam wyniki gorsetowego konkursu

Nie miała baba kłopotu to ogłosiła konkurs na uszycie gorsetu.
Baba sobie pomyślała, że i tak pewnie nikt się za to nie weźmie, no bo komu by się chciało szyć gorset. Ani to w tym chodzić, ani na to patrzeć. Ale miała cichą nadzieję, że może jednak, jakimś cudem znajdzie się jedna litościwa duszyczka , która zechce wziąć w nim udział i tym samym ocali od sromoty wspomnianą babę.
Jakże się baba myliła! Bo nie jedna, a siedem uroczych duszyczek zlitowało się nad babskiem i uszyło co tam im w duszy grało na temat gorsetu. Baba bardzo się ucieszyła, tak bardzo, że obiecała chłopu swemu, że z tej radości uszyje mu kolejne wdzianko do polowań na mamuta, niech się chłop tez pocieszy :)
Wiem, że chcecie je sobie teraz obejrzeć, więc proszę bardzo - oglądajcie!


"Gotycki" pas gorsetowy Dominiki z bloga Myszkimama

Słitaśny gorset Małgosi znanej jako Mag-ik



 Duże też jest piękne, co widać na zdjęciu od Agnieszki czyli Maxi-agi



Taftowo-frywolitkowy underbust od Dorotki, czyli DorARTthei



 Czerwone cudo od Krysi  z bloga Szycie Afrah



Wiosenny underbust od Gacki z Rybka's Style (widzicie te talię :) )



I niewinność w czystym wydaniu, czyli pas gorsetowy  od Mytopei z Krainy Czarów


Razem z babą wszystkie zdjęcia oglądał i chłop.I tak razem siedzieli, pili kawę, jedli faworki (wczoraj była wizyta u teściowej, stąd te por-faworki) i doszli do jednego, jedynie słusznego rozwiązania.

PRZYZNAJEMY 7 PIERWSZYCH MIEJSC!!!!!!!!!

KAŻDA Z WAS OTRZYMUJE ODE MNIE PREZENT-NIESPODZIANKĘ!!!!!!!!!!

Nie możemy nie docenić wysiłku  włożonego w uszycie tego co uszyłyście. Każdy gorset jest inny, każdy ma to coś, co na dłużej zatrzymuje oko. I w związku z tym (a także z powodu naszych miękkich serc) wszystkie wygrywacie!!!!!

A teraz będę się  przed Wami korzyć, bo uszycie prezentów zajmie mi trochę więcej czasu, niż optymistycznie zakładałam, dlatego proszę o cierpliwość, choć liczę, że do końca marca wywiążę się z zobowiązania.
No i oczywiście proszę Was babeczki o przesłanie adresów potrzebnych do wysłania paczuszki i żeby było zabawniej to także Waszych rozmiarów, bo tak sobie przed weekendem posprzątałam skrzynkę, że mam w niej w tej chwili dużo świeżego powietrza i żadnych Waszych wcześniejszych maili. 

Jeszcze raz dziękuję za zabawę i


GRATULACJE DLA:

DOMINIKI 
MAŁGOSI
AGNIESZKI
DOROTKI
KRYSI
GACKA
MYTOPEI