niedziela, 23 września 2012

Wdzianko do polowań na mamuta

Jest! Uszyłam! Pierwszy raz w „szyciu”! Wyszło! Ładne! No i najważniejsze – Szanowny Małżonek nie wstydzi się tego założyć! Powiem więcej - dał się sfotografować i pokazać publicznie. No może z pewnymi zastrzeżeniami, że chce zachować twarz (w tym wypadku dla siebie), i że on jest osobą prywatną i nie będzie po internecie gołą gębą świecił. No cóż, dało się i temu zaradzić. Od czego w końcu ma się pomysłową Wioletkę. Dlatego z wielką dumą przedstawiam Szanownego oraz Wdzianko do Polowań na Mamuta.



Wdzianko zgrabnie otula wdzięczne ciało modela


Idealnie sprawdza się w tańcu...



Tyły także nadają się do pokazania, co z nieskrywanym podziwem potwierdza pies wpatrzony w pana jak w miskę pełną kości.



Bluza z suwakiem - a jakże.



Ładnie wykończone odszycie przodu, tak by nic nie uwierało w trakcie polowania.



Mankiecik raz.....



.....mankiecik dwa.


Zaglądamy do rury....


.......i cieszymy się, że do niej nie wpadliśmy.



A jak trzeba to i za Yetti można robić na przyjęciach urodzinowych u dzieciaków przyjaciół.






Polar wypatrzony osobiście przez Szanownego w trakcie moich szaleńczych zakupów w pasmanterii i pokazany paluchem z komentarzem : A dałabyś radę uszyć mi z tego? Już nie dociekałam co uszyć. Wzięłam od razu dumna jak paw, że przy ludziach komunikuje chęć noszenia ciuchów uszytych przez własną połowicę. W domu zdjęłam miarę i z męża i ze starej bluzy i raźno ruszyłam do pracy. Szyło się gładko i bez problemów - nawet cztery warstwy materiału nie przeszkadzało mojemu Łucznikowi. Wszyscy są szczęśliwi i zadowoleni.


Oprócz tego na drutach powstał otulacz dla mej siostry i dzieją się także rękawiczki do kompletu. A na drugich drutach powstaje sweter (w zasadzie to będzie swetrzysko), którego by nie było, gdyby nie gorliwa i bezinteresowna pomoc Intensywnie Kreatywnej, za co jeszcze raz dzięęękujęęęę! 


Te rzeczy pokaże jednak w najbliższym czasie, albo nigdy, bo jak tak dalej pójdzie to nie będę mieć internetu, ponieważ od czterech dni zanotowano jakąś awarię polegającą na tym iż przekaźnik czy co oni tam mają cytuję : myli sekwencje i nie konfiguruje (cokolwiek to na miłość boską znaczy). Dorywam się więc do niego co kilkadziesiąt minut z nadzieją, że może na chwilę nie pomyli sekwencji i uda mi się cośkolwiek nastukać, biorę leki uspokajające i robię na drutach. Trzymajcie kciuki. Pa, pa.






25 komentarzy:

  1. Bluza świetna i jak to miło, że wypełniacz bluzy dał się sfotografować :)
    I żeby było śmieszniej to u mnie pod stopką też moro, też w takich kolorach i też w modelu męskim :))) I ciekawe czy mój wypełniacz da sobie odwłok w gotowych spodniach obfocić?
    I czemu "swetrzysko" nie "sweter"???

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki! Widzę, że moro na topie chyba z racji jesieni. A swojemu ugotuj coś dobrego to może da się obfocić (u mnie to działa jak widać po objętości modela, hi,hi,hi)A dlaczego swetrzysko. Bo ja chyba mam tak jak Ty. Muszę zawsze coś przerobić. Zaczęłam dziergać z cienkiej włóczki, ale wychodziło to takie marne i tak długo się robiło, że sprułam i zrobiłam z dwóch nitek na grubych drutach i mam już przody, dziś kończę tył a zaraz będą rękawy. A sweter wyjdzie mi prawie jak tunika - gdzieś za biodra, a takie uwielbiam...

    OdpowiedzUsuń
  3. To czy ja z moim mężem i dziećmi możemy się do Was przeprowadzić??? choć z drugiej strony jest to ryzykowne najprawdopodobniej umarlibyśmy ze śmiechu!!:)
    Strój bomba.:) Rewelacja w każdym calu.
    A Wiola rzeczywiście ma metody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam całą rodzinką :))))) Ty nam będziesz smacznie gotować, panowie będą pozować do zdjęć razem z dziećmi, a ja to zgrabnie opiszę :)))Wszyscy nam będą zazdrościć!!!

      Usuń
    2. oj będą :) no to jesteśmy umówione :)
      powiedz Twojemu mężowi, że wygląda genialnie z tym sprzętem na głowie :)

      Usuń
    3. Mąż i sprzęt dziękują zgodnie :))

      Usuń
  4. u lalala... ale model:) w googlach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, może ta popularna przeglądarka internetowa powinna nam zapłacić za reklamę hi,hi,hi

      Usuń
  5. Cudo wpis!
    Zdjęcia szaleńcze, ale jakże poprawiające nastroje :D
    Przyłączam się do stwierdzenia, że małżonek w osprzęcie cudownie pozytywnie wygląda :D
    spróbuj teraz zwykły wpis zrobić... :D

    Co do dziergania, to widzę że ja jestem ślimakiem dziergalniczym :D
    Otulacz u mnie podskoczył o dwa rzędy... ale nie dwa obroty, czy jak tam zwał, tylko dwa raporty, jak to Kreatywna zwie, więc jeszcze sporo prostego przede mną :)

    Jaka Wioletka, że kto Wioletka? że Ty jesteś moja imienniczka? no jak tak... tooo ja się cieszę ogromnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja od końca.
      Tak, mamy tak samo na imię :)Przez całą podstawówkę a i chyba liceum byłam jedyną znaną mi Wiolettą. Były same Anie, Kasie, Joasie, Agnieszki i Jole, ale żadnej Wioli. Miałam nawet przez chwilę żal do rodziców, że mnie tak nazwali, bo zawsze jak sie przedstawiałam to słyszałam - ooo, jakie rzadkie imię i zaraz mi sie kojarzyło, że skoro rzadkie to pewnie głupie. W zasadzie to chyba do tej pory nie znałam innej (oprócz Violetty Villas, bo tak coś podejrzewam ,że po niej dostalam to imię), dlatego też dużym sentymentem darzę inne Wioletki, i cieszę się, że tak się nazywam.
      Co do dziergania, to się kochanie nie zamartwiaj, bo ja z reguły mam wenę na jakieś kilka dni, a potem leży coś miesiącami, i np. zimowy sweter wykańczam w lipcu.
      Za pochwałę zdjęć dziękuję i tak sobie myślę, że rzeczywiście teraz to już nikt nie będzie zaglądał jak zrobię "normalne" zdjęcia :)A małżonek widzę robi furorę. Jak tak dalej pójdzie, to urośnie mi pod bokiem nowa gwiazda internetu :)

      Usuń
    2. a wiesz... że z tym imieniem to mamy tak samo... też darzę je wielkim sentymentem, przez to, że znałam tylko jedną Wiolettę w przedszkolu jak miałam kilka lat, nie bardzo nadawałyśmy na jednakowych falach (wiadomo o co chodzi), ale byłam jej w stanie wybaczyć dosłownie wszystko, dlatego, że miała tak na imię jak ja :D

      Później, to już jakoś nie spotykałam na swojej drodze tego imienia... mam na myśli znajomych, a nie imię zasłyszane np w TV.

      Okazuje się, że to samo zrobiłam córce, dając jej moje ulubione imię żeńskie, czyli Aldona :)

      Usuń
    3. Czyli człowiek nie uczy się jednak na błędach :))) (choć dla mnie Aldona brzmi jak najbardziej znajomo ). Jeśli obchodzisz imieniny 29 października to normalnie ogłoszę ten dzień Dniem Wszystkich Wioletek !

      Usuń
    4. A ja się wtrącę, choć Wioletką nie jestem, a Aldoną właściwie tylko po części (na drugie tak mam, po chrzestnej :)) A z moim imieniem (jak w podpisie ;-)) to dziwnie jest, bo jedni twierdzą, że teraz same Zuzie, a inni, że skąd mi się takie rzadkie imię przyplątało... ale ja dobrze wiem skąd, Siostrzyczka mi wybrała bo miała taką koleżankę w klasie ;) Co do posta: przyznaję się bez bicia, że tytuł znów rozbawił mnie do łez, a moją bratową, która po załadowaniu strony stała obok mnie, jeszcze bardziej :D Ale nie ma się co śmiać... uszytkom męskim muszę się przypatrywać, bo do tej pory popełniłam tylko jeden męski T-shirt, a postawiłam sobie trudniejszy cel na Gwiazdkę, coby mojemu Lubemu piżamę ciepłą uszyć na zimę :) Więc koniec końców - byłabym bardzo szczęśliwą gdyby mi się udało uszyć tak udane coś męskiego jak Tobie ;-)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
    5. W sprawie Zuź, to ja jestem w tej grupie, co twierdzi, że teraz wszystkie dziewczynki to Zuzie, Julcie albo Oliwki :) A w sprawie męskiego szycia, to chyba to jest nawet łatwiejsze niż damskie fatałaszki. Zadnych zaszewek, dopasowań w talii, szczypanek, drapanek, falbanek i innych tam -anek. A piżama wydaje się dobrym pomysłem na dzień dobry, bo spodnie w gumkę (zero suwaków) i jak się człowiek postara to bluza w kształcie prostokąta z dziurą na srodku i doszytymi rękawami :)))) Nic tylko szyć

      Usuń
    6. hahaha naszła mnie ochota na piżamkę dla lubego, ale mam same flanelowe kwiatki, więc nie wiem jakby się w tym czuł :D

      Zuzanna... też jestem w tej grupie, co to widzą wszędzie wokół Zuzie... nawet bratanicę mam Zuzię i Julkę i Zosię... taki czas :)

      Aldona już nie ma mi za złe tego imienia, tylko jak była małym brzdącem, to coś tam mamrotała, że do niej Donald mówią... ale zostało tak do tej pory i jest ok :)

      Imieniny 29 października, bo ja jestem Wioletta przez WU i 2 TE :D

      Usuń
    7. No tak, kwiatki dla męża trochę komplikują sprawę, ale może da się przekonać :)

      A imieniny w takim razie świętujemy razem 29.10

      Usuń
  6. Dziękuję za przyłączenie się do Craftowania dla Hospicjum Cordis! Szczegóły akcji wysłałam już mailem. Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, przeczytałam i wszystko jasne :)

      Usuń
  7. Wyszła świetnie o model pierwsza klasa,fotki świetne i opisy :)Super robota !

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje! Szycie dla mężczyzny to ogromne wyzwanie - ja się dawno poddałam. A Tobie naprawdę wyszło świetnie i idealnie pasuje na zadowolonego małżonka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, a a propos szycia facetów, to na razie popełniłam tylko bluzę, którą szyło mi się gładko i bez problemów, więc trudno mi mówić o wyzwaniach, pewnie jakbym miała uszyć garnitur, to już tak bym się nie wymądrzała. Na razie twierdzę, że łatwiej mi było uszyć polara niż np. bluzkę dla siebie :)))

      Usuń
  9. Bluza pierwsza klasa! :D A ten mamut to chyba ogromny był, bo Szanowny takie wielkie oczy zrobił :) Po zdjęciu "zaglądamy do rury" brakuje kolejnego: "siedzimy na koniu" :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaczynam podejrzewać, że za mamuta robiłam osobiście, a z koniem to chyba by nie wyszło, bo czyż tak rozumne stworzenie jak koń właśnie dałoby się dosiąść facetowi, który nawet nie widzi gdzie koń ma front a gdzie zaplecze?

    OdpowiedzUsuń