niedziela, 2 września 2012

Wariacje-inspiracje



    No właśnie. Pora była najwyższa zajrzeć do moich przepastnych archiwów Burd z połowy zeszłego wieku. Oglądania było co nie miara, i wzdychań i zachwytów. Postanowiłam więc czym prędzej - szyję. Wybór padł na bluzkę, bo po mojej kropkowanej impresji  z kołnierzykiem be-be, zachciało mi się jeszcze jednej bluzeczki do biegania na co dzień. Materiał, tym razem, bez żadnych fanaberii typu - rozciągam się bo lubię, śliski jestem jak ropucha na wiosnę, lub wręcz przeciwnie tępy jak nie przymierzając moje noże w szufladzie. O, co to to nie. Piękna, zielona bawełna - lekko "sprężysta" - poddająca się mojej woli jak bezwolna duszyczka. a do tej bawełny kawałek materiału, który dostałam od zaprzyjaźnionej Pani sklepowej a mający mi służyć za zasłonę. Ale kto bogatemu zabroni wstawić sobie takie coś w bluzkę. Nikt. Więc wstawiłam i za grzechy nie żałuję. A zielone coś to oczywiście nabytek z lokalnego szmateksu, czyli wszystko ekologicznie i zgodnie z trendami. 

    Jedyny mankament bluzki - za dużaaaa. Zaszewki piersiowe -  jak sama nazwa wskazuje -  nie znajdują się u niej w miejscu piersi, ale krążą gdzieś na ich przedmieściach i nijak nie mogę się z nimi dogadać. Po bokach tez sporo miejsca na obiad, deser i może jeszcze dokładkę. A że ja leniwa z natury, to pewnie w niej pochodzę jakieś pół roku zanimi wpadnę na genialny pomysł, by naprawić to, com zepsuła. Zatem przedstawiam zgromadzonej tu licznie (ups, żebym nie zapeszyła) publice me nie doskonałe dzieło z nadzieją na łagodne potraktowanie.


A tu właśnie widać jak wszystko smętnie zwisa



Czerwoną kokardkę kiedyś zawiązywano noworodkom, żeby złe oko nie rzuciło klątwy. Ja też, tak na wszelki wypadek skorzystałam z ludowych mądrości


Pancerna Hela darła mi się z drugiego pokoju, że niby po co ja ją stworzyłam, żeby kurz zbierała. Aby zamknąć jej niewyparzona jadaczkę (której jakoś nie mogę znaleźć) pstryknęłam jej fotkę, że niby chcę pokazać kołnierzyk. Niech się cieszy, że jest potrzebna.



A to "forma wyjściowa", raczej nie w formie.


   Ale żeby stało się zadość, tym wszystkim, którzy gustują w fasonach sprzed lat, prezentuje poniżej kilka modeli, tym razem z roku 1967. A że jesień w powietrzu to pomyślałam, że bereciki zainteresują niejedną modnisię a przy okazji popatrzą także na to co pod berecikiem.





To zestawienie jakoś szczególnie utkwiło w mej pamięci. Połączenie żółtego z granatem  jest może zbyt oczywiste, jak na dzisiejsze standardy, ale mam do niego duży sentyment.




Tu z kolei nawiązanie do wrzosów, które jak szalone kwitną na łące przed moją hacjendą. Jednym słowem JESIEŃ.


 Och, jesiennie się zrobiło to fakt. Słoneczko świeci jakoś tak spokojniej, niby ciepło, niby nie. Pająki stadami okupują mi posiadłość. Ogarnia mnie melancholia. Oj, robi się za bardzo depresyjnie. Co to będzie w listopadzie? Brrrr. Nie ma co, trzeba coś zjeść. Jak człowiek najedzony to i świat piękniejszy. Najwyżej pójdę we wrześniu na siłownię. Lecę ugotować paszę dla mojego stada, no i chyba coś uszyję. To zawsze poprawia humor. Pa,pa.


20 komentarzy:

  1. To ja od końca - też masz najazd pająków???, bo ja się już zaczęłam zastanawiać, czy to tylko na Rogu Renifera takie cuda, że po trzy dziennie eksmituję na świeże powietrze.
    Bluzeczka bardzo twarzowa, a zaszewki "prawie piersiowe" poprawisz, jak Cię wena dopadnie - a czasami nie dopada nigdy :)))
    Czerwone kokardki od uroku tez stosuję, chociaż na ciuszkach to jeszcze nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W naszej TV słyszałam, że ten rok to jest Rok Pająka, właśnie ze względu na ilości hurtowe tego stworzenia występujące w tegorocznej naturze. I podobno właśnie dlatego tak mało komarów było, bo te pająki je zjadły. No już nie wiem co gorsze :)

      Usuń
    2. Ze względu na moje uczulenie na komarze pożarcie i brak obrzydzenia wobec pająków, to ja całkiem akceptuję ten stan rzeczy :))) Tylko ja mi pierwszego lata w nowym mieszkaniu zaczęły wyłazić takie ilości pająków różnistych, to przez chwilę zaczęłam się zastanawiać, co ja mam naupychane pod dachem :))) Czuję się spokojniejsza :)))

      Usuń
  2. Nie chcę Cię martwić ale wydaje mi się, że teraz to już nie da rady tej zaszewki poprawić:) Co najwyżej można bluzkę komuś większemu sprezentować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie też tak myślałam, ale nie chciałam tego na głos mówić :) Pewnie się skończy tak, że przez zimę dobiję do rozmiaru, w którym została stworzona i będzie jak ulał :)

      Usuń
    2. Albo po prostu odszyć rękawki, obniżyć otwór na rękawy tak żeby zaszewki były na miejscu :) bluzeczka będzie wtedy krótsza..przyszyć rękawki...ale matko ile to roboty :)

      Usuń
    3. Nie, no Lola, co ja Ci zrobiłam, że każesz mi wypruwać i rękaw i kołnierz i skracać bluzkę :)))) Zawsze przecież, można założyć na wierzch jakiś cudny sweterek i po sprawie. A tak na poważnie, właśnie z tych powodów nie mam serca do jej przerobienia i dlatego pewnie uszyję sobie drugą, jak tylko trafię coś fajnego w SH.

      Usuń
    4. dokładnie ...ja sto razy wolę zrobić coś od poczatku niż przerabiać /

      Usuń
  3. Podoba mi się odcień kolorku i ta słodka kokardka poobserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor rzeczywiście sympatyczny, to mój ulubiony odcień zieleni. Dzięki i zapraszam

      Usuń
  4. nie mogę się zdecydować czy mi się lepiej Ciebie czyta czy ogląda tą Twoją twarz z uśmiechem. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie! Jak człowiek głodny... to nie powinien być dopuszczany do głosu, bo cienko śpiewa... ja przynajmniej tak mam ;]
    Metamorfoza niekształtnego czegoś wyszła super, nawet jeśli coś tam jest niedopasowane, pomysł rewelacja. ładne połączenie kolorów i stworzenie ciekawego fasonu :) nie znam się jeszcze fachowo na technikach szycia, ale jak dla mnie - jest dobrze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sprawie głodu zgadzam się w całej rozciągłości. A i humor potrafisz poprawić taką miłą oceną mej radosnej twórczości. Dzięki.

      Usuń
  6. kochana, wygralas u mnie candy, poprosze o adres do wysylki!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ranyyy, nie wierzęęęę! Super! dzięki!

      Usuń
  7. Nie rozumiem, dlaczego narzekasz???
    I czemu piszesz: zaszewki nie w tym miejscu.
    Napisz: zobaczcie, jaki mam piękny uśmiech!

    Serdecznie Cię pozdrawiam, Kobieto:)
    szyj dalej,
    ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och dzięki, chyba rzeczywiście powinnam się częściej uśmiechać a mniej marudzić. Bluzka nie wyszła? Uszyję drugą. Elu, dzięki za sprowadzenie na ziemię :)

      Usuń
  8. cóż za cudowny blog :) nie wiem dlaczego nie trafiłam tu wcześniej... ta bluzka totalnie mnie zauroczyła, a czerwona kokardka jest jak wisienka na torcie ;) super, jestem pod ogromnym wrażeniem!
    pozdrawiam i obserwuję to cudeńko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za komplementy, od razu chce się "szyć". Obiecuję więcej takich doznań, bo w planach już następne wytworki. Tobie też życzę takiej radości z prowadzenia własnego bloga, bo oczywiście rzuciłam dość dokładnie moim oczkiem na Twoje dzieła i muszę powiedzieć, że w sprawie farbowania tkanin to chętnie zapisałabym się na jakieś kursy doszkalające do Ciebie. Będę czujnie śledzić Twoje poczynania :)

      Usuń