piątek, 14 września 2012

Stylizacja do pracy

 Czyniąc zadość wszystkim moim wiernym czytelniczkom (o płci męskiej czytającej nic nie wiem) i głośno domagającej się okazania burdowej bluzki nie na Pancernej Heli (nie wiem co oni wszyscy mają do tej dziewczyny) acz na mym, wcale nie wątłym ciele, piszę tego oto posta.  Fioletowa psychodelia też się domagała głośno występów publicznych, a że z wariatami lepiej nie zaczynać, tym bardziej ochoczo przystąpiłam do radosnej twórczości literackiej.
   Ale najpierw zacznę od pochwał dla mojego Szanownego Małżonka. Nikt tak jak on nie martwi się o moje zdrowie. Od kilku dni już mi mówi, że ciągle siedzę w domu, że nie mam czasu odetchnąć świeżym powietrzem, a pogoda przecież jeszcze taka ładna (chyba wczoraj nie wyglądał przez okno?), a ja nic, tylko gary, pranie, sprzątanie (no, a jak nie ugotuję, to foch jak stąd do Warszawy), albo komputer (zapomniał w międzyczasie o przeziębieniu). I chodził, i zrzędził, i zagadywał, że w końcu uległam i dałam się porwać na spacer. W sumie nawet mnie ten pomysł ucieszył. Pomyślałam sobie, że może nazbieram żołędzi, może jakichś grzybków w lesie (w końcu przepisy na grzyby nie pochodzą tylko od Agathy Christie). No jednym słowem - skorzystam z uroków babiego lata. O święta naiwności.! Gdybym tylko wiedziała, jakie atrakcyjne zajęcia przygotował dla mnie mój książę z bajki (raczej z horroru), to chyba na pewno symulowałabym atak kolki wątrobowej, a w najlepszym wypadku nagłą migrenę. Zresztą zobaczcie sami.



Ponieważ idzie zima (odkrywcza myśl, nie ma co), w  wolnych od pracy chwilach , czyli na omówionym wyżej SPACERZE, zajmuję się gromadzeniem opału na nadchodzący sezon grzewczy z zachowaniem obowiązujących przepisów BHPi p-poż. ( a jako wnuczka leśnika co nieco wiem na ten temat)
 

Praca niewdzięczna i dość męcząca (że też te drzewa takie grube i nierówne)

No nieźle się trzeba namachać (tu zbliżenie na bluzeczkę)

Tu już jestem "narąbana"

A tu się głupia cieszę, że już koniec i można iść do domu.


No i poszłam do domu, ale zdążyłam się tylko przebrać, bo czekała na mnie łopata i prace odkrywkowe przy kładzionej kanalizacji

Szanowny jest zupełnie nieczuły na moje jęki, stęki i pohukiwania........

..........bo w planach, oprócz łopaty, ma jeszcze dla mnie rekreacje na ciężkim sprzęcie

Co prawda, patrzę z nadzieją na jakikolwiek ratunek................

(zbliżenie na kołnierzyk, luźno wiązany)

.............ale widać na królewnę nie wyglądam, bo żaden książę , nawet farbowany, nie przybył z odsieczą, ani nawet z dobrym słowem.

Nie pomogły podejmowane desperacko próby ucieczki i chowania się do łychy. Mój oprawca stosuje metody wywiadowcze rodem z KGB, więc robota za długo na mnie nie czekała.


Polecam każdemu taką ścieżkę zdrowia (no to się pewnie jutro okaże - stawiam na zapalenie gardła), bo jak nikt doceniam teraz uroki mojej kanapy. No i trzeba coś wreszcie uszyć, może coś dla mojego kata?
     


27 komentarzy:

  1. aaaaaaahahahahahahaa :)))))))

    Stylizacja pierwsza klasa :D

    Gumowce Twoje kocham :D
    Fioletowe rajjjtuuzyy też :D

    Zdjęcie "...ale widać na królewnę..." - najlepsze :D i wyobraziłam sobie księcia na farbowanym białym koniu :D

    Lepiej się Ciebie ogląda niż Helę, bo Ty masz nooogi :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięęęęki.Tak mi te gumowce pasują do tej kiecki, że będzie problem, jak trzeba będzie gdzieś się wybrać, no bo jak to - w gumiakach.

      Usuń
    2. A Heli to może nic nie mówmy o tych nogach. Może skoro nie ma głowy to nie kapnie się, że kończyn też nie posiada :)

      Usuń
    3. ja ostatnio na wywiadówkę poszłam w gumiakach... też fioletowych, ale w mniej wdzięczny wzorek, bo kratka :D
      Lało jak nie wiem... rozglądałam się po klasie... później u dyrektorki w gabinecie na zebraniu trójek i nikt nie miał gumowców... przyszły mamusie w balerinach! Z tego wniosek, że tylko ja przyszłam na piechotę... w gumowcach w kratkę i pod parasolką w kropki :D

      Nie dałoby rady, żeby którakolwiek z baletnic przyszła piechotą z suchymi stopami w ten deszcz :D

      aż sobie wróciłam przy kawce do tej sesji i znowu się śmieję, fajnie się patrzy na Twoją roześmianą twarz :)

      Pozdrawiam weekendowo :)

      Usuń
    4. A ja sobie tak myślę - skoro angielskiej królowej wypada chodzić w gumowcach i chustce na głowie, to tym bardziej moja korona mi z głowy nie spadnie jak sobie te gumiaki założę i pójdę w miasto, czyż nie?

      Usuń
  2. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy zobaczywszy pierwsze zdjęcie w filetowej psychodelii to, że brakuje ci tylko chuściny na głowie i byłaby z ciebie rasowa wiejska babuszka :D (gumiaki, te sprawy :D) ale pozostałe zdjęcia przegoniły te brzydkie myśli :) Stylizacja pierwsza klasa! W sam raz na ponure jesienne dni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chustka wydała mi się niepraktyczna, no bo wieje i włosy potargane. A poza tym na wyrąb w chustce - no nie pasuje :)

      Usuń
  3. Zapytaj się swojego Szanownego czy da się przejechać tą wypasioną furą :) A kask to chyba dziadkowy jeśli dobrze poznaje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze kumasz, cho się zastanawiam jakim cudem dziadkowi mieściła się tam głowa. A furą się nie przejedziesz, bo panowie archeolodzy zabrali kluczyki, łeeee.

      Usuń
  4. hhahahhhaa no niemożliwa jesteś!!!!! uśmiałam sie po tak zwany czubek no i napodziwiałam też :)
    Może z głową masz ten problem co ja - strasznie wielki mózg musi się gdzieś mieścić :). Ja zawsze mam problem z kupieniem toczka i muszę w męskich jeździć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mózgiem to pewnie mam taki problem, że mu pewnie jeszcze obrzęk nie zszedł, po tych moich kontaktach z psychodelią, bo nie podejrzewam się o jakieś nadzwyczajne ilości szarych komórek, co zresztą widać na zdjęciach :)))

      Usuń
  5. Sesja udana. Fajnie ta fioletowa sukienka ci wyszła, kołnierzyk też ładny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, sesję zaliczam do najbardziej zakręconych jakie mi przyszły do głowy. Trochę mnie już szyja bolała od rozglądania się, czy przypadkiem żaden z sąsiadów nie dzwoni po pogotowie lub policję. Ale widać przyzwyczaili się.... Psychodelia dziękuje za pochwały :)

      Usuń
  6. Jak zachoruję, to poproszę Cię o radę, co zrobić, żeby w kilka dni wrócić do pełnej formy :))) Swoją drogą, jeśli Ty do takich ciężkich robót ubierasz się tak wytwornie, to... kurcze... nie umiem sobie wyobrazić, jak byś się ubrała na elegancką okazję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym dochodzeniem do formy to trochę u mnie na bakier. Po prostu nie mogłam już dłużej (czyli w sumie po jednym dniu) leżeć w betach, bo mi się strasznie nudziło, więc wstałam. A jak już wstałam, no to coś ugotowałam, uprałam, uszyłam, wydziergałam. I tak koniec końców czuję, że teraz to bym chętnie poleżała, bo jednak to było za wcześnie. A co do wyjściowych ciuchów...hmmm.... Pewnie znowu będzie problem i odwieczne stękanie - Ja nie mam co na siebie włożyć!

      Usuń
  7. To ja od końca - już nie ma siły, następne sesje zdjęciowe muszą być równie interesujące, czołg co najmniej, młoty pneumatyczne i piły tarczowe :))
    Obie kreacje świetne! I te fiolety są boskie! Z kaloszkami to już w ogóle cud, miód i orzeszki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, chyba właśnie ukręciłam sobie własnoręcznie sznur na mą łabędzią szyję. Trzeba będzie wejść w porozumienie z najbliższą jednostką wojskową, nie wiem - może jakieś wyrzutnie rakiet dalekiego zasięgu, albo przynajmniej F-16.... waham się :)))))

      Usuń
  8. Świetna stylizacja a fotki są po prostu bombowe ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotki będą bombowe jak się dorwę do wyżej wspomnianych wyrzutni rakietowych:) Dzięki...

      Usuń
  9. Wzięłam sobie do serca Pani prośbę więc zapraszam tu: http://zuzannnna.blogspot.com/2012/09/tutorial-malowana-koszulka.html ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam, widziałam i nie mogę wyjść z podziwu, że po pierwsze tak szybko spełniłaś moja prośbę (dziękuję), a po drugie jak pięknie to zrobiłaś. Tutek na złoty medal. Odgapię na 100%, tylko zakupię duuuużo koszulek w SH, bo nie sądzę by pierwsze próby był udane :)

      Usuń
  10. Powiem ci, że jesteś zajebista

    ***
    Zawsze zapraszam do siebie. Jestem projektantką, która swoją pasję realizuje na blogu. Będzie mi niezmiernie miło jak mnie odwiedzisz. Gdy uważasz, że coś fajnego robię zaobserwuj mnie, ja również się odwdzięczę.
    ***
    www.zapalov.blogspot.com - blog o moim projektowaniu mody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, kochana - zajebista to jesteś Ty. Ja jestem tylko odtwórcą, mniej lub bardziej udolnym. Ja odtwarzam - a Ty tworzysz. Byłam, widziałam - BRAVO. Zazdraszczam jak stąd do Honolulu :)

      Usuń
    2. a jednak ujęłaś mnie tym postem :) Poza tym jeżeli aktor gra w jakieś sztuce np.Dostojewskiego to ją odtwarza czy też jest uznawany za artystę :)

      Usuń
    3. Ok, argumenty do mnie trafiły. Przyznaję - jestem zajebista :)))))

      Usuń
  11. fascynacja kołnierzykami u mnie na pewno będzie bo je uwielbiam ,a siostrę dobrze,że jest taki podział ja poszyje ona szydełko i druty :D i zawsze mozna coś stworzyć ;) dziękuje za komentarz i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń