wtorek, 11 września 2012

Chciałaby dusza do raju, ale katar nie pozwalaju...

   Panie, panowie, ladies and gentleman, sezon grypowy 2012/13 ogłaszam za otwarty. 
Impreza otwarcia była huczna i z licznymi niespodziankami. Organizatorzy zabawy przygotowali dla nas (a na pewno dla mnie) atrakcje w postaci wybuchów niepohamowanego suchego kaszlu, fajerwerków łez tryskających całymi fontannami i całej masy chusteczek higienicznych na specjalne zamówienie nosa i zapchanych zatok. Przy tak świetnej koordynacji działań poszczególnych części ciała biorących udział w tej niesamowitej akcji, nie sposób nie wspomnieć o uszach zapchanych do granic możliwości i żołądku, który z nadmiaru wrażeń zareagował może trochę zbyt entuzjastycznie na tą fetę i dał się ponieść rozbawionej gawiedzi, tak, iż trudno było u niego cokolwiek wyegzekwować. Zabawę rozpoczęłam w dniu wczorajszym, bawię się nadal wyśmienicie. A jak tak zerkam kątem oka na obserwatorów, to dochodzę do wniosku, iż mój szanowny małżonek dołączy do mnie lada dzień. Wszystkim pozostałym przy zdrowym ciele i umyśle życzę aby jak najdłużej pozostali w tym stanie, gdyż impreza ta tylko z pewnej odległości może wydawać się porywająca, przy bliższym zaś poznaniu traci, niestety, wszystkie swe walory.
  No właśnie... całe to balowanie zastało mnie w połowie roboty mej nowej/starej (bo z recyklingu) sukienki.
Jak zwykle, łowy w szmateksie były bardzo owocne i dzięki nim zostałam dumną posiadaczką kolorowego namiotu służącego kiedyś, komuś za letnią kieckę. A wyglądało to tak.





Hmm, kolor - jakby tu go nazwać dosadnie, ale nie obrazić? Może tak - psychodeliczny sen pani od plastyki. Zabójczy fiolet z kwiatowymi maziajami. Coś w sam raz na nadchodzące szare, jesienne dni. W czymś takim nie ma mowy, żeby mnie ktoś rozjechał na ulicy, no chyba, że rozjedzie latarnie, bo tak się będzie intensywnie oglądał. Pokażę Wam dzisiaj kawałek procesu powstawanie tego zjawiska pogodowego, a jak bal z przeziębieniem się skończy i będę mogła pokazać ludziom swą twarz (mam nadzieję, że w co najmniej nie zmienionym stanie) to będzie i reszta, czyli cała kiecka i JA. No i oczywiście pokażę Wam wtedy na moim żywym (tak sądzę) organizmie  zaległą bluzkę  z poprzedniego posta/postu - oj, wpisu.




Podejrzewam, że moje przeziębienie zaczęło się od ataku na moje komórki mózgowe, ponieważ biorąc się za wykrój, nie miałam ani papieru do kalkowania, ani kalki technicznej. Wykorzystałam wiec do tego inny sposób (którego nie polecam). A mianowicie: na stół kładziemy ręcznik, na to jakiś grubszy papier (tu wykorzystałam jakieś kolorowe kartki), a na to płachtę z Burdy. Potrzebujemy jeszcze starego drutu do robótek ręcznych no i długiej linijki.


Teraz delikatnie, żeby nie przeciąć wykroju, ale w miarę stanowczo, aby się odbiło na naszym papierze, rysujemy tępą końcówka po linii wykroju. Na długich, prostych odcinkach pomagamy sobie linijką. Nanosimy tez wszystkie dodatkowe znaki, jak np, oznaczenia talii, miejsce wszycia rękawa, itp.

Po odrysowaniu to wygląda tak. Można  poprawić ołówkiem, ale ja wzięłam się za to tak konkretnie, że nie musiałam poprawiać i od razu złapałam za nożyczki.

I zbliżenie na zaszewkę przodu, bardzo ciekawa. Model pochodzi z wrześniowej Burdy, ale sukienka ma fason typowy dla lat 60-tych zeszłego wieku, i ta właśnie zaszeweczka jest tego przykładem

Rękaw też miał dla mnie niespodziankę, ponieważ pierwszy raz spotkałam się z takim szwem na środku główki, ale także po raz pierwszy nie miałam problemu z wdawaniem rękawa (co  w przypadku Burdy jest normą i zawsze się naciągam porządnie zanim go dopasuję) , bo tym razem do wdania miałam może 1 cm naddatku a nie pięć, jak to bywało nie raz


A tu chciałam się pochwalić jak pięknie sobie opisuję te moje wykroje, ale mój mąższ był innego zdania i nie omieszkał podzielić się z Wami swoją wersją polskiej ortografii (od razu sprostuję, że trochę jest wykształcony i inteligentny co nie przeszkadza mu w umilaniu mi życia takimi kwiatkami - kiedyś pokażę jego listę zakupów, to dopiero jest ubaw)


Obrzucamy sobie obszycia i środkowe boki tyłu, bo krojony jest z dwóch kawałków

Tak wygląda czarodziejska zaszewka na przodzie, juz po skrojeniu

A tak ja sobie przygotowałam do zszycia

A tu metoda przyszywania odszyć dekoltu dla leniwych. Przyszywamy odszycie oddzielnie do przodu, oddzielnie do tyłu i dopiero wtedy zszywamy szwy ramion i odszyć




Tył z odszyciami



I zszyty szew tyłu.


Jak widać udało się połączyć obie części i nawet pasują., alleluja! (pomijając, że skroiłam trochę szersze ramiona tylu, a to dlatego, że w oryginale sukienka ma dekolt w łódkę, który nie za bardzo lubię, więc przedłużyłam sobie ramiona w stronę dekoltu o 4 cm, ale przy tyle dodałam już 5 cm, bo mi się pomyliło. Na szczęście wystarczyło ściąć ten naddatek i wszystko wróciło do normy. Dodatkowo, po wywinięciu odszycia, przestebnowałam dekolt dookoła na szerokość 0,5 cm.

Zszyłam boki i.... i w tym momencie poszłam na imprezę otwarcia sezonu gryp i przeziębień.


Kiecka prawie gotowa. Wisi smętnie na wieszaku i czeka na wykończenie. Ja za to jestem już wykończona, więc nie rozumiem do czego jej się tak spieszy. Kto to wszystko zrozumie?
 Leżę więc sobie cichutko w łóżeczku, wspominam stare dobre czasy (te sprzed potopu) i mam płonną nadzieję, że mój organizm w końcu przestanie produkować te zbędne wydzieliny i zajmie się jakimś innym, konstruktywnym działaniem. Póki co, na wszelki wypadek się żegnam - nie, nie ze światem - z Wami, i do następnego ....Pa, pa.



20 komentarzy:

  1. Coś czuję, że mm duuuży udział w organizacji tej imprezy :D Ale wszelkie żale proszę kierować do mojego przyszłego niedoszłego, może w końcu nauczy się zamykać balkon na noc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, proponuję długą i szczerą rozmowę z M., bo chyba zaprzestanę wizyt ze względów zdrowotnych :)

      Usuń
  2. Dużo zdrówka :) Co trzeba zrobić, żeby wizyta w szmateksie się udała? Bo mi to się nie udaje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba szukać ciuchów w baaaardzo dużych rozmiarach (bo wtedy jest z czego ciąć) i mieć duuuuużo cierpliwości, bo chętnych na coś powyżej rozmiaru 40 jest sporo, przynajmniej w mojej okolicy.

      Usuń
    2. Ech, o dużych rozmiarach to wiem, ale mam wrażenie każdy wyjdzie z lumpeksu z lepszą "zdobyczą" niż ja :( chyba nie umiem szukać albo co...

      Usuń
    3. Może za bardzo chcesz cos upolować. Ja kiedyś też tak miałam i w sumie nigdy nie kupiłam nic fajnego. A teraz jak mi cos wpadnie w oko, to się nie zastanawiam, czy się przyda, czy nie, tylko biorę. Raz poleży to sobie w domu z pół roku zanim coś z tego uszyję a innym razem idzie pod nóż natychmiast. Spróbuj za bardzo nie chcieć :)

      Usuń
    4. Hm... może faktycznie masz rację :)))

      Usuń
    5. A właśnie, czekam na Twoją tunikę!

      Usuń
    6. Heh, moja tunika jest, tyle że nie nadaje się do pokazania. Z tuniki zrobiła się bluzka (sama nie wiem jak i kiedy), poza tym miałam ogromny problem z ustaleniem naprężenia nici. Tak mnie to zdenerwowało, że póki co tuniko-bluzka leży i czeka na natchnienie do prucia i ewentualnych poprawek...

      Usuń
    7. Coś podejrzewam, że jesteś za bardzo wymagającą w stosunku do siebie. A o tunikę będę się co i raz dopominać :)

      Usuń
  3. już wczoraj czytałam posta...ale musiałam sie przespać i popłakac do poduszki, że mój komentarz to będzie bełkot przy Twoim słowotoku cudnego rodzaju....no i popłakałam, obejrzałam film....świetny zresztą i pierwszy chyba od 3 miesięcy - tak to mam jak mam roboty w trzy i troche to se film oglądam :)no i tak myślałam sobie co tu napisać i nic nie wymyśliłam :) ale będę pisać, materiał rzczywiście do oglądania sie :) super jest. Ponieważ jestem mniej więcej na tym samym etapie szycia tego modelu nie moge powiedzieć że mi się nie podoba...bo owszem podoba. Poza tym jak już ubierzesz na siebie to koniecznie pokaż przut. :)
    I ja zaczęłam zostawiać sobie wykroje...bo wiesz , sama nie wiem dlaczego ich nie gromadziłam.
    Zdrowia zdrowia zdrowia - bo jak ja mam do Ciebie przyjechać słuchać Twoich poematów jak będziesz smarkać??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za życzenia zdrówka. Dzis jest już zdecydowanie lepiej, nawet tak dobrze,że byłam na tkaninowych zakupach, wydałam kuuuuupę forsy i mam chyba szycia na całą zimę. "Pszut" dostanie jeszcze pewną ozdobę i myślę, że jutro objawi się w pełnej krasie. Co do wydzielin gardłowo-nosowych, to też jakby ich mniej było, więc wizyty towarzyskie wznowię niebawem - zapraszam :)I pisz do mnie, pisz jak najwięcej :)))

      Usuń
  4. To po pierwsze zdrówka. Po drugie jest szansa, że po inauguracji sezonu przeziębień na długo będziesz miała spokój. A po trzecie - materiał to rzeczywiście psychodelia straszna :)))
    Czekam na wykończenie - może niekoniecznie Twoje przez przeziębienie :))), ale raczej produktu krawieckiego :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz dziękuję za zdrówko :) Otwarcie sezonu było rzeczywiście huczne, ale jak to mówią z wielkiej chmury mały deszcz, więc była jednodniowa ulewa, a teraz to taka mżawka. Co do psychodelii, to ja mam chyba takie zboczenie, bo nie umiem kupić "normalnego materiału", coś tam zawsze musi mu dolegać. Ale z drugiej strony, kto bogatemu zabroni. Przeziębienie i produkt krawiecki powoli wykańczają się same.

      Usuń
  5. Zdrówka życzę!
    A co do przerysowywania wykrojów - dawno dawno temu ;-) kiedy to jeszcze przerysowywałam cokolwiek z wykrojów, robiłam tak: kładłam papier bezpośrednio na dywan (nie trzeba go rozkładać i składać, lenistwo kwitnie ) na to rozkładówkę Burdy, i po liniach kłułam szpileczką. Niezbyt gęsto, tylko tam,gdzie rogi, jakieś ważniejsze miejsca, a na "prostych" co 1.5-3cm. Potem poprawiałam ołówkiem, długopisem czy co tam miałam pod ręką...A potem musiałam te formy ciąć i przerabiać na dziesiątą stronę. Już nie muszę! :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, coraz częściej ze względu na to przerabianie form, zaczyna ciągnąć do konstrukcji, ale nie mam dobrej nauczycielki. U ciebie na blogu właśnie w tej sprawie wniosłam pewną apelację, mam nadzieję, że jej wysłuchasz:)

      Usuń
  6. I tak nigdy by mi to nie wyszło ! :D Nie jestem taka zdolna jak ty ! :)


    http://artist-of-your-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy! Stara, ale bardzo prawdziwa prawda :)

      Usuń
  7. Pięknie szyjesz... Dbałość o szczegóły - numerujesz wykroje z burdy... a bluza dla "brzydszej" połowy cudowna ;) Trafiłam tu przypadkiem ale nie żałuję fajnie widzieć szczęśliwą dziewczynę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak mile słowa!
      Cieszę się, że znalazłas tu coś dla siebie, zapraszam kiedy tylko będziesz miała ochotę :)))

      Usuń