poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Zrób sobie motylka

Po kilku dniach zdrady maszyny do szycia na rzecz drutów (które dają mi się do wiwatu, ale o tym potem) powoli dojrzewam znów do krawiectwa. Projekt bluzki, z pewnym ociąganiem, zaczyna nabierać już jakichś realnych kształtów. Wiem na pewno, że będzie haftowana (no chyba, że wcześniej ja się pochoruję z racji tych drutów, ale o tym później). No i wszystko byłoby fajnie, bo przecież szyć umiem jako tako, haftuję też jako tako, w każdym razie można to ludziom pokazać. Jedyny szkopuł to materiał. Albowiem umyśliłam sobie bluzkę z czegoś tak pomarańczowego i rozciągliwego, że nie wiem. Szyć to to ledwo się daje, bo mam już kubraczek z takiego czegoś, tylko że ecru i wiem o czym mówię. Mój leciwy Łucznik ma wysypkę, delikatnie rzecz ujmując, na widok tego dziadostwa i straszne fochy stroi i muszę nieźle kombinować co mu przykręcić a co odkręcić, by łaskawie zaczął działalność gospodarczą. Ale się jakoś daje radę. A drugi szkopuł to rzeczony haft. Bo, jak pewnie wiecie, elastyczne szmatki średnio nadają się do takiej artystycznej działalności. Na szczęście są sposoby by je sprowadzić na dobrą drogę i zrobić sobie to, co chce się zrobić.
Dlatego też, po raz pierwszy, a mam nadzieję, że nie ostatni, przedstawiam Państwu poradnik, jak sobie wyhaftować - nie tylko motylka.

 Składniki potrawy:
1. elastyczna tkanina, która w końcowym efekcie przyjmie kształt tego co chcemy sobie uszyć
2. fizelina - że tak powiem, gwóźdź programu
3. żelazko - dodatek do gwoździa
4. kolorowe nitki (kordonek, wełna, mulina) + igła - bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić haftowanie bez tych elementow
5. ołówek do narysowania dzieła
5. no i takie oczywistości jak deska do prasowania i gruby ręcznik jako podkładka

No i zaczynamy gotować...

"Najsampierw" podklejamy lewą stronę materiału fizeliną.

Po lewej materiał po prawej fizelinka. W celach dydaktycznych wycięłam taki sam kawałek fizeliny co i materiału. Nie jest to konieczne. Fizelina musi być po prostu o parę centymetrów większa od haftowanego cuda.

Naprasowujemy fizelinę na lewą stronę. żelazko mam nastawione na bawełnę, czyli grzeje ostro. Nie wiem, czy tak jest fachowo, ale zawsze tak prasuje i zdaje egzamin. Aha, i nie ciągamy żelazka jak pługa po ugorze, tylko delikatnie z pieszczotą, przykładamy na kilka sekund kawałek po kawałeczku. To tak na przyszłość, gdybyście chciały/chcieli  wyhaftować np. Panoramę Racławicką na bluzce, bo przy małych formach to cały wzór i tak chowa się pod żelazkiem.

Składniki w całej okazałości, łącznie z malunkiem, który udaje motyla

No i haftujemy. Tu użyłam kordonka, który jest trochę za gruby do tej tkaniny, ale to z lenistwa, żeby robota poszła szybciej. Wyszywając, mimo wszytko uważajcie, by nie naciągać nitki zbyt mocno. Za słabo też nie (no, daje rady godne samych filozofów), chodzi o to by nie było za luźno ani za mocno ściągnięte.

Po wyszyciu (czasu nie podaję, bo wstyd) oddzielamy z ostrożnością dochodzącą do maksimum, materiał od fizeliny. Oddzielamy aż do krawędzi haftu.

Następnie bierzemy nożyczki (im mniejsze tym lepsze, bo dokładniejsze) i ciachamy fizelinę dookoła motylka, czy innego naszego stworka-potworka. Nie martwy się, że ciachamy nierówno. W końcu to nie praca doktorska, a i pod spód mało kto nam będzie zaglądał. A jak zajrzy, to na 100% nie w celach krawieckich....

Tu właśnie prezentuję jak to u mnie wygląda.

Właściwie dopiero teraz potrzebny nam jest ręcznik, bo przystępujemy do prasowania naszej dłubaniny. Prasujemy na lewej stronie i dlatego na ręczniku, by nie spłaszczać wzoru, i by nam się haft nie wyświecił.


A oto gotowe dzieło. Dobra, zgadzam się, że do motyla to on ma lata świetlne. Krzywe to, i jakieś nie dorobione, Wybaczcie... Myślę jednak, że  spełnił swoją rolę kaganka oświaty, więc darujmy mu jego braki w urodzie. Natura nie wszystkim daje po równo.




Taki sposób umieszczania haftu może się przydać zwłaszcza mamom, które za chwilę poślą swoich potomków do przedszkola, a tam trzeba mieć podpisaną poszeweczkę na podusię i kołderkę, no i piżamkę. W przypadku dwóch pierwszych rzecz łatwiejsza, bo z reguły w grę wchodzi jakaś bawełna, ale piżamka.... Mogę dać sobie odciąć jakąś zbędną kończynę, że będzie wykonana z elastycznego materiału, a wtedy poradnik jak znalazł.
    

   A wracając do drutów. Tak się ekscytowałam tą moją włóczką, że taka piękna, mięciutka, musztardowa, że w ogóle nie zwróciłam uwagi jakie to cienkie. Od soboty nic, tylko robię i pruję - pruję i robię, bo żaden wzór na tym nie wygląda. Zrobienie 5 cm zajmuje 5 godzin. Polecam ją wszystkim pokutnikom. Jak nic, odechce się grzeszyć na najbliższe ćwierć wieku. Nie macie więc co liczyć, że w najbliższym czasie pochwalę się druciarnią, bo w taki tempie, to gdzieś koło Bożego Narodzenia pewnie, dorobię się ściągacza a przy okazji nerwowego tiku, czy jakiejś innej zakaźnej choroby. No, ale cóż. Kupiło się to i trzeba zrobić. Żegnam zatem i idę odprawiać modły. Może pomogą. Pa, pa.


10 komentarzy:

  1. Ja się tyle narobiłam na drutach, że jak zaczęłam szyć to druciki poszły w kąt, bo szycie to natychmiastowy efekt. Szczerze z ręką na sercu na moje np. 20 sweterków zrobionych to może w dwóch chodzę - ciągle mi coś w nich nie pasuje.Tak sobie myślę, że to z powodu właśnie czasu bo jak się mi jakiś sweterek spodobał, a dziergałam go z miesiąc albo i dłużej to tak mi się opatrzył, że aż zbrzydł.Jak się taki sweterek kupuje od pierwszego wejrzenia to co innego.Póki co szyję i wiem , że żyję!
    A motylek śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że nigdy o tym tak nie pomyślałam. Też mam w szafie parę rzeczy zrobionych na drutach czy na szydełku i albo są niedokończone bo zabrakło weny, albo leżą bez specjalnego powodu. Możesz mieć sporo racji, twierdząc, że się opatrzą w czasie roboty.

      Usuń
  2. hahhaha no przy każdej linijce targały mną wybuchy śmiechu, jak ja lubię ludzi, którzy rozśmieszają mnie najprostszą rzeczą...ale prostą z pozoru. Poradnik bardzo trafny. Hura za niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ale zaczynam się obawiać o Twoje zdrowie :) Jak tak dalej pójdzie to z mego powodu umrzesz nam ze śmiechu, a tego bym sobie nie darowała, nie mówiąc o Twojej rodzinie, co by mnie zaciukała przy najbliższej okazji.

      Usuń
    2. prawdopodobnie mój mąż stał by na czele - został by z trójka małych dzieci - no nie wybaczyłby Ci :) więc będę ostrożna :) żeby Ciebie tez nie mieć na sumieniu.

      Usuń
  3. Hm... a ja mądra, dopiero w połowie się zorientowałam, że uczysz haftować motylka :D. Zanim się zorientowałam, myślałam, że to będzie lekcja szycia bluzki-motylka (nawet nie wiem, czy taki model istnieje, tylko coś tak mgliście się jarzy). Swoją głupotę zwalam na to, że poradników szycia wszędzie wyglądam i potrzebuję jak kania dżdżu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, przepraszam, że zawiodłam. Co prawda o bluzce-motylku nie słyszałam (można sobie uszyć nietoperza), ale postaram się w najbliższym czasie pokazać jak sobie coś uszyć , tak specjalnie na Twoje zamówienie. A gdybyś podpowiedziała czego konkretnie szukasz, to łatwiej byłoby mi Ci pomóc.

      Usuń
    2. Pomyślałam, że skoro jest nietoperz, to może i motylek :D Szukam wszystkiego, byle prostego - jakaś kiecka czy też jakaś nieskomplikowana tuniczka na przykład. Już dziękuję i nie mogę się doczekać! :)))

      Usuń
    3. No to masz jak w banku. Tym bardziej, że mój nowy projekt, czyli haftowana bluzka, spełnia w sumie oba Twoje warunki. W zasadzie jest tuniką, ale po prostym przedłużeniu stanie się sukienką. Oczywiście haft możesz sobie darować.

      Usuń
    4. Co za dużo, to niezdrowo... najpierw nauczę się "jako tako" szyć, a potem może przejdę do kolejnego stopnia wtajemniczenia, czyli haftowania :D

      Usuń