wtorek, 21 sierpnia 2012

Stunningowana

Wszystkie z Was szyjących,  znają problem mierzenia tego, co akurat przybiera formę bluzki, sukienki czy  innej części garderoby, która właśnie wychodzi spod naszej maszyny. Te hektolitry potu wylewane przy kolejnej rozbierance i ubierance. Ten notoryczny brak dodatkowej ręki  akurat w momencie kiedy trzecia ręka jest jak najbardziej niezbędna. Albo, co gorsza zanik trzeciego oka, tego z tyłu głowy, pozwalającego nam ocenić podkrój szyi czy "długość od ramienia do talii mierzona w linii prostej". Ja też w ciągu ostatnich tygodni intensywnego uprawiania krawiectwa z niepokojem odkryłam, że nie posiadam na stanie co najmniej kilku narządów pozwalających na swobodne i niczym nieskrępowane tworzenie tego, co właśnie chcę stworzyć. Decyzja była błyskawiczna i z nikim nie konsultowana. Robię klona, znaczy się mojego osobistego manekina. Dzieło to będzie doskonałe, bo przecież będzie odzwierciedlać moje boskie kształty (wszystkich innych bogów przepraszam za egocentryzm). Skończą się udręki z rozbieraniem ubieraniem i brakiem dodatkowych  odnóży i narządów wzroku. Dlatego też dzisiejszy dzień minął pod szyldem - przeróbta co się da. 
       Zaczęło się z samego rana, czyli jak dla mnie koło 11-tej, od wizyty mojej siostry. A skoro już się dorwałam do jakiegoś żywego organizmu, który nie ucieka na mój widok to postanowiłam wykorzystać tę biedną istotę do wprowadzenia mego niecnego planu w czyn. Szanowny małżonek został wysłany, jak zwykle po mamuta, a siostra obdarowana taśmą klejącą i nożyczkami, choć nie bez obaw i z zapewnieniem przestrzegania przepisów BHP. No i się zaczęło.
   Kleiła ta sierotka i kleiła. I już zaczynałam myśleć, że mam rozmiary boiska do futbolu amerykańskiego, bo ona ciągle kleiła. a im więcej kleiła, tym mniej ja mogłam oddychać. I choć miechy to ja mam, to zaczynało mi migać przed oczami i co najgorsze, nieuchronnie zbliżała się wizyta w łazience (bo oczywiście najpierw znieczuliłam siebie i ją potężna dawką kofeiny). Na szczęście się skończyło. W lustrze ujrzałam coś na kształt  gorsetu lub raczej formy gipsowej. Podrapać się po nosie to to raczej nie pozwalało, nie mówiąc o podrapaniu się po zgrabnej łydce. Jednym słowem - ZBROJA. 
     Fachowo przecięte i zdjęte przyjęło formę zdechłego flaka. Ale wypchało się to gazetami i okazało się, że wszystko jest na swoim miejscu (tak szczerze mówiąc., to strasznie mnie zdziwiło ile miejsca mam  w środku organizmu). Mam więc nieskrywaną przyjemność przedstawić Państwu Pancerną Helę 



Pancerna Hela świeci jeszcze golizną, ale po porodzie to przecież nikt nie jest ubrany


Ale nie myślcie, że nic nie uszyłam. Uszyłam, a jakże. Też rodzaj tuninngu, bo materiał z SH w rozmiarze namiotu weselnego. Dzięki rozmiarom miałam z czego ciąć i skracać i teraz tak patrzę i się dziwię, że mi tak mało materiału zostało z tego pierwotnego modelu. No i skoro bluzka z przeróbki, i Pancerna Hela z przeróbki (bo pod spodem bluzka, w której już nie chodziłam) to i ja poczułam, że muszę poddać się jakiejś ekstra, super, high  przemianie no i wylądowałam u fryzjera. Więc moi mili zapraszam na przegląd w stylu "jak ze starego zrobić nowe", lub w przypadku mojej osoby "jak zaszpachlować stare, żeby wyglądało jak młode".



Podpięłam szpilkami, żeby było lepiej widać



Nowa ja w nowej bluzce.


I cudaczny kołnierzyk, którego miało nie być, ale jest i się bardzo cieszę. No i oczywiście pierwszy występ Pancernej Heli.


Hela wygląda całkiem smakowicie, ale jak się będzie sprawowała to się okaże. Niby dobrze jej patrzy z ... (no właśnie -  nie z oczu) z czegoś tam. to jej chrzest dopiero przed nią. Trzymajcie kciuki. Pa, pa.


20 komentarzy:

  1. Jej, no bardzo mi się podoba ta bluzka i te spodnie razem dobrane...a Twoją fryzurę to od początku podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrzmi to może dziwnie, ale jak siedziałam u fryzjera to sobie przez moment pomyślałam co powiesz na moją nową fryzurę, bo tak chwaliłaś ostatnio moje długie włosy, a tu taka przemiana. Tym bardziej dziękuję za komplementy. A propos spodni, to też je szyłam, ale muszę je zwęzić w pasie, dlatego się specjalnie nimi nie chwalę.

      Usuń
    2. hihihihi :) a u mnie jest nominacja dla Ciebie.

      Usuń
    3. Jeju, tak mi miło,że nie wiem co powiedzieć. Dziękuję, że doceniasz to co robię, tym bardziej, że ja odwiedzam Twojego bloga z nieskrywaną przyjemnością. Jeszcze raz bardzo dziękuję i postaram się nie zawieźć Twoich oczekiwań i pozostałych, wiernych czytelników.

      Usuń
  2. Ponieważ ogarnęła mnie przeogromna chęć szycia, zdobyłam maszynę, nici i materiały - a w miniony weekend namówiłam lubego, by pomógł mi z manekinem. Wiem, o czym mówisz, pisząc o brakującym tchu, bo pod koniec nie miałam czym oddychać, a i tak - wyszło na to, że manekin ma w biuście 5 cm mniej niż ja :D
    Ale i tak jestem zadowolona (póki co)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, nie wpadłam na to, żeby zmierzyć moją Helę. Chyba to sprawdzę. No i czekam na Twoje kreacje.

      Usuń
  3. Tak sobie oglądam, a jakże Wspaniałą Pancerną Helę i cóż moje piękne oczęta widzą - czyżby siostra z rozpędu zdarła Helę z Twoim biustonoszem?
    Bluzka bardzo wdzięczna i zawartość żywa jeszcze bardziej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pancerna Hela świeci na cyckach moją starą bluzką, biustonosza za nic bym jej nie oddała, bo aż tak dobrze się jeszcze nie znamy. A żywa zawartość i bluzka razem zgodnie dziękują za słowa pochwały

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Prawda? I ja tez się taka śliczna i słitaśna w niej czuję!

      Usuń
  5. Pancerna Hela jest bez zarzutu (ma pozdrowienia od Denatki :)))). Pomysł, żeby sobie zrobić takiego manekina to rewelacja, jak się nie chce wydawać kupy forsy na regulowanego manekina krawieckiego, który i tak później bywa nieco inny w budowie niż istota żywa :)
    Bluzka doskonała! Wyglądasz... no właśnie "słitaśnie" i uroczo. Kropki rządzą :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pancerna Hela okazała się koniem trojańskim podrzuconym przez wroga ludu, bo po dokładnym zmierzeniu tu i ówdzie okazało się iż posiada po dwa centymetry za dużo w stosunku do pierwowzoru czyli mła. Chyba za bardzo się darłam przy obklejaniu i biedna ta moja siostrunia darowała sobie obciskanie mej osoby. Ale dopadłam tę zołzę dzisiaj (tzn, Helę nie siostrę) i ścisnęłam ja porządnie w cycach i bełconie i ma tyle co powinna mieć. Oczywiście pomijając fakt, że ja w tych miejscach powinnam mieć duuuuuzo mniej. A Denatka wygląda bardzo kwitnąco.

      Usuń
    2. No popatrz jakiej dywersji Hela dokonała na dzień dobry :))) Najważniejsze, że dało się to skorygować.

      Usuń
  6. ahahahaa robiłam to samo, ale niestety z mężem! :D
    Niestety, bo jak się za bardzo pyskuje podczas klejenia, a mąż figlarny, to wiadomo jak to się może skończyć :D
    U mnie się skończyło tak, że dłuuuugo musiałam prosić o rozcięcie... prośbą, groźbą, łzami, śmiechem... no i jeszcze z milion fotek kiedy biegałam (? ciężko to nazwać bieganiem) po mieszkaniu jak ten "Złoty robot" z Gwiezdnych Wojen (tylko ja srebrną taśmę miałam) i próbowałam go przekonać, że ja już nie daję rady w tym wytrzymać :D

    Tak czy siak.. ciut mniejszy obwód - zgadza się i lekko asymetryczne cycuszki :D
    No więc mój tuning musi przejść tuning ponowny, aby moja wersja nadawała się do pokazania światu :)))
    Tylko ja zrobiłam manekina na nodze... i nie mam pomysłu na stopę, więc nie stoi sam, tylko o ścianę jest oparty :(

    Twój wyszedł jakby bardziej kształtny, nie ma to jak siostra :)

    Bluzeczka śliczna... śliczna naprawdę, a wzór taki jak mam u siebie na blogu w banerze, czyli mój ulubiony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z mężem wolałam nie ryzykować, bo zamiast Pancernej Heli miałabym Rudego 102. Pocieszające, że nie tylko ja mam problem z rozmiarem swojego klona. O stojaku też myślałam, ale brałam raczej pod uwagę, że wepchnę tam do środka po prostu taki stary drewniany wieszak przedpokojowy, wiesz taki na giętych nózkach i z takim kółkiem u dołu do wstawiania parasoli. Ale póki co, to się oswajam z moją nową przyjaciółką i czekam na pierwsze przymiarki.

      Usuń
    2. hhahahahah no boskie są Panie :)
      http://lolajoo.blogspot.com/2012/08/liebster-blog-award.html takie małe wyróżnienie ode mnie.

      Usuń
    3. ale to już pisałam Ci - sorry skleroza :)

      Usuń
    4. Oj za dużo masełka w diecie :)

      Usuń
  7. Bardzo ładne rzeczy szyjesz. Naprawdę dobrze zapowiadający się blog!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za uznanie. Jak to moja babcia mówiła - zdolna, ale leniwa - więc postaram się wyeliminować lenistwo i skupić się na zdolnościach :)

      Usuń